Kategorie: Wszystkie | Artykuły | Historia | Książki | Wydarzenia
RSS
piątek, 17 listopada 2017

CzlowiekZBomba

Książka „Człowiek z małą bombą” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy w mniejszy lub większy sposób interesują się terroryzmem. Choć publikacja traktuje raczej o terrorystach niż samym terroryzmie; jak to się stało, że w pewnym momencie swojego życia wybrali taką, a nie inną drogę? Kim są terroryści? A raczej kim nie są? Czy mają cechy wspólne? Kacper Rękawek na łamach swojej książki próbuje ustalić jaki jest terroryzm tu i teraz, w połowie drugiej dekady XXI wieku. I jacy są terroryści naprawdę.

Kim jest tytułowy człowiek z małą bombą? Kacper Rękawek po raz pierwszy usłyszał to sformułowanie w 2007 roku. Jego autorem jest Laurence McKeown, były terrorysta Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który spędził 16 lat w więzieniu. Według niego, jeśli on domniemany terrorysta ma małą bombę, to państwo, które z nim walczy ma dużą. Myślenie tego typu charakteryzowało nie tylko irlandzkie organizacje, ale również al-Kaidę, ISIS, baskijską ETA czy Czerwone Brygady. Wszyscy oni atakują wroga-terrorystę z dużą bombą, który później odpowiada ze zdwojoną siłą.

W pierwszym etapie autor analizuje, jak bardzo „nowy” jest terroryzm w wykonaniu ISIS. Na pierwszy rzut oka metody ich działania są nowatorskie, bezprecedensowe. Która organizacja potrafi zorganizować ataki w 23 krajach w ciągu 2 lat? Która organizacja potrafi zorganizować kilka zamachów, na trzech kontynentach, w ciągu jednego dnia? Która organizacja zdołała zdobyć i kontrolować ogromne terytorium? Oczywiście ISIS. Jednak po wnikliwym przeanalizowaniu okazuje się, że wspomniana „nowość” wyrasta z czegoś „starego”. Początków ISIS musimy więc szukać nie w 2014 roku w Mosulu, ale pod koniec lat 90. w obozach treningowych Abu Musaba al-Zarkawiego.

Inne aspekty pozornie wyróżniające ISIS od innych organizacji terrorystycznych to na przykład zdobycie i kontrola danego terytorium. Jednak udało się to wcześniej innym. Wspomnieć można chociażby o FARC w Kolumbii czy palestyńskim Hamasie. Kolejny aspekt – zagraniczni bojownicy. Tych jednak nie brakuje również w innych grupach. Wykorzystywanie nowinek technologicznych i internetu? Podobnie działa al-Kaida i podległe jej grupy. Wcześniej wykorzystywano w tym celu ulotki i książki. Po prostu czasy się zmieniły, a „nowe” okazuje się więc „stare” i znane.

Kim są terroryści i dlaczego wybrali drogę przemocy? Jedno z badań pokazuje, że wśród islamskich ekstremistów dużą grupę stanowią osoby po studiach inżynierskich. Czy to znaczy, że inżynierowie są bardziej podatni na radykalizację? A może osoby już zradykalizowane wybierają tego typu studia? Spójrzmy na dane Europolu; największym zagrożeniem dla Europy są...korsykańscy separatyści. Tak wynika z suchych faktów i statystyk. Prawda jest jednak inna. Analizując same dane dochodzimy do kuriozalnych wniosków. I nie zauważamy kontekstu. Co więcej, zalani informacjami o islamskich terrorystach, zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z istnienia innych grup. Lewackich, skrajnie prawicowych, separatystycznych. Nie dokonują oni tak spektakularnych ataków jak ISIS czy al-Kaida, ale istnieją i również działają. Jak bardzo nam zagrażają? Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt; media przedstawiają nam zazwyczaj czarno-biały obraz, w którym zagranicznymi bojownikami są muzułmanie-sunnici. Ciągle słyszymy ilu mężczyzn (ale i kobiet) wyjechało z danego kraju, by wziąć udział w syryjskiej wojnie. Wyjeżdżają by walczyć z reżimem. Jednak bardzo często walczą nie z wojskami Assada, ale z innymi muzułmanami-sunnitami, którzy również działają pod szyldem organizacji uznanej za terrorystyczną. Czyli terroryści walczą z terrorystami. A co z szyitami? To też zagraniczni bojownicy, wyszkoleni w specjalnych obozach i wysłani do Syrii. A zagraniczni bojownicy na Ukrainie? O nich jednak słyszymy znacznie rzadziej....

Kim są terroryści i kiedy się zradykalizowali? I jak przebiega radykalizacja? Wydawać by się mogło, że najpierw następuje wewnętrzna radykalizacja poglądów, a dopiero później kryminalizacja, wstąpienie na drogę przemocy. Ostatnie obserwacje jednak przeczą temu. Wielu najpierw było kryminalistami popełniającymi pospolite przestępstwa, a dopiero później uległo radykalizacji. Większość z nich urodziła się w Europie, dorastała wśród rówieśników, którzy terrorystami nie zostali. Poszukiwanie raju, odkupienie grzechów? Nie dotyczy to tylko muzułmańskich ekstremistów; podobny schemat spotkamy wśród członków innych grup terrorystycznych. Z pospolitych przestępców stali się politycznymi aktywistami sięgającymi po przemoc.

Nie wszyscy terroryści byli przestępcami, należeli do tzw. normalnych obywateli. Uczyli się, pracowali, uprawiali różne sporty, mieli różne zainteresowania. Jedni bardzo religijni, drudzy mniej. Jeszcze inni z religią niewiele mieli wspólnego. A jednak wkroczyli na drogę terroru. Czy cały swój czas poświęcali na planowanie nowych ataków? Na pewno nie. Co więc robili w wolnym czasie? Z kim go spędzali? Czy potrafili kochać?

Jak walczyć z terrorystami? Odciąć ich od pieniędzy? Niektórzy badacze zjawiska twierdzą, że pieniądze, a raczej ich kontrola, to najważniejszy element walki z terroryzmem. Inni twierdzą, że terrorystów można przekupić. Za przykład niech posłuży Irlandia Północna. Również duński system opieki społecznej, obok tradycyjnych metod antyterrorystycznych, ma odciągać ludzi od ekstremizmu. Brzmi kuriozalnie, ale ponoć działa. Inne kraje, jak Szwecja, wypróbowuje własne programy „miękkich” działań. Nie jest to zresztą tylko domena Europejczyków, bo podobne programy stosuje Arabia Saudyjska, Egipt czy Jemen. Skutecznie?

A może najskuteczniej walczyć z terroryzmem usuwając przywódcę danej organizacji? Jak się jednak okazuje jest to działanie w dużej mierze bezcelowe. Eliminacja aktywistów? Na miejsce jednych zazwyczaj przychodzą następni. Bywa, że jeszcze bardziej radykalni. Negocjować? Historia zna przypadki skutecznych negocjacji z terrorystami. Cel osiągnięto – zakończono rozlew krwi. Trwało to jednak wiele lat. Historia zna jednak również przypadki nieskutecznych negocjacji. FARC i Kolumbia, ale także PKK i Turcja. W pierwszym przypadku negocjacje okazały się owocne, w drugim już nie. A więc negocjować czy nie?

Książka „Człowiek z małą bombą” to pozycja obowiązkowa dla każdego zainteresowanego tematem. To, jak pisze autor, książka inna. Inna bo opisuje terroryzm i terrorystów w sposób nieszablonowy. Publikacja to owoc osobistych doświadczeń autora i jego wielu rozmów z byłymi i obecnymi terrorystami, oraz z ludźmi którzy ich zwalczają. Poznajemy dwie strony barykady. Autor nie zanudza suchymi definicjami, danymi bez kontekstu, naukowymi analizami. Pokazuje świat terroryzmu od innej strony, choć nie znaczy to, że bez naukowego rysu. Przedstawia wiele badań naukowych, ale zawsze umieszcza je w kontekście, pokazując drugie dno. Nie upraszcza i nie idzie po najmniejszej linii oporu. I to stanowi największy plus publikacji.

Autor stawia wiele trudnych pytań. Kilka z nich przytoczyłem. Po więcej pytań, ale i odpowiedzi zajrzyjcie do książki.

Tytuł: Człowiek z małą bombą. O terroryzmie i terrorystach.

Autor: Kacper Rękawek

Wydawnictwo: Czarne

Data wydania: marzec 2017

Liczba stron: 210

12:22, diversey1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2017

PSYWOJEN

„Byli członkowie GROM-u, antyterrorysta z jednostki specjalnej, żołnierz FORMOZY, gangster, a potem świadek koronny oraz młokos z prowincji szukający przygód i zarobku – co ich wszystkich łączy? Wszyscy na pewnym etapie życia zostali najemnikami: czy to w Legii Cudzoziemskiej, w firmach ochroniarskich w Iraku i Pakistanie, czy w ochronie statków przed piratami.

Dziennikarz Krzysztof Wójcik przeprowadził wywiady z kilkoma najemnikami, którzy przewinęli się przez światowe fronty, od Indochin lat 50. ubiegłego wieku, po współczesny Irak, Afganistan czy Pakistan. Książka ta zawiera ich osobiste historie, barwne wspomnienia spisane soczystym językiem. Bogactwo szczegółów, żywe emocje i zróżnicowane losy bohaterów dają wyjątkowy wgląd w ciężką służbę najemnika.“

Tyle od wydawcy.

Książka podzielona jest na dwie części; pierwsza opowiada o Polakach służących w Legii Cudzoziemskiej. Autor opisuje w niej losy trzech Polaków, którzy w różny sposób trafili do elitarnej francuskiej jednostki.
Najbardziej przerażająca jest historia Zygmunta Wojtczaka, który w latach 50. brał udział w I wojnie indochińskiej. Konflikt rozgrywany w latach 1946-1954 miał wyzwolić Wietnam spod kolonialnej administracji francuskiej. Wojtczak, jako żołnierz Legii Cudzoziemskiej, był świadkiem zbrodni popełnianych przez obie strony i zaznał wszystkich okropieństw tej strasznej wojny. Przeraża fakt, że Polak nie trafił tam dobrowolnie; podczas pracy w porcie przyłapano go na przemycie i aby uniknąć więzienia uciekł do Szwecji. Tam dowiedział się o pracy w Maroku, którą organizowali Francuzi. W rzeczywistości, zupełnie nieświadomie, trafił do Legii Cudzoziemskiej, a później na wojnę w Wietnamie.

„Zaganiałem kobiety i dzieci do jednego pomieszczenia, a potem podpalałem chatkę. Słyszałem ich krzyki, gdy smażyły się żywcem. Był rozkaz i nie było gadania. Za odmowę szło się przed pluton egzekucyjny. Każdy legionista musiał to przejść(...) Nie był potrzebny rzeczywisty powód, czyli sprzyjanie komunistycznej partyzantce. Chodziło o trzymanie w ryzach żołnierzy(...) Wielu legionistów, podobnie jak ja, wcale nie pchało się do tej formacji.(...) Byłem świadkiem, jak oficerowie na oczach matek wyrywali ręce dzieciom, a potem wrzucali maluchy do rzeki. Spokojnie patrzyli, jak toną, a kobiety odchodziły od zmysłów. Gdy za bardzo krzyczały, oficer podchodził, przykładał pistolet do głowy i zabijał...“

Kolejne dwie historie są już mniej szokujące. W pierwszej poznajemy Ryszarda Dodę, byłego żołnierza PRL-owskich sił specjalnych. W przeciwieństwie do Wojtczaka trafił do Legii jako ochotnik; miał dość nudnego życia w Polsce i szukał przygody. Brał udział w interwencji w Somalii, czy później w Rwandzie, gdzie zaczynała się rzeź Tutsich. Był świadkiem niewyobrażalnego okrucieństwa, przeżył podobnie jak inni legioniści szok. Kolejny bohater to „Gizmo“, znany trójmiejski gangster, który w pewnym momencie swojego życia zapragnął wstąpić do elitarnej francuskiej jednostki. Nigdy nie był w wojsku, nie znał życia w koszarach. Wszystko co wiedział o Legii pochodziło z filmów i opowiadań. Po przejściu badań lekarskich i selekcji, dostał się na czteromiesięczną unitarkę. Dyscyplina i rygor dały mu jednak w kość. Tak bardzo, że postanowił uciec...

Druga część książki poświęcona jest współczesnym kontraktorom i jest mi tematycznie bliższa. Autor opisuje początki wyjazdów Polaków jako żołnierzy kontraktowych. Zaczęły się one od czasów Iraku, kiedy Polacy nawiązali pierwsze kontakty z firmami ochraniającymi irackie bazy. Wtedy do amerykańskiej firmy Blackwater zaciągnęli się byli żołnierze GROM-u - „Kaśka“, „Żuk“, „Maniek“ i „Vojs“. Byli doświadczeni, znali realia irackiego konfliktu. Ryzyko to samo, ale pieniądze dużo większe. Trafili do bazy w Pałacu Wodnym w Bagdadzie. 5 czerwca 2004 roku konwój Blackwater wyjechał z bazy na lotnisko. Wpadł w zasadzkę rebeliantów. Dwóch polskich kontraktorów zginęło, zaledwie w piątym dni kontraktu...

Pod koniec września 2008 roku w Pakistanie porwano polskiego pracownika Geofizyki Kraków, Piotra Stańczaka. Pakistańscy talibowie zażądali zwolnienia z więzień swoich współtowarzyszy. Żądania nie zostały spełnione i w lutym 2009 roku dokonano egzekucji Polaka. Geofizyka Kraków zawiesiła wykonywanie prac w Pakistanie. Aby prace wznowić należało zapewnić odpowiednią ochronę pracownikom, bo od tej pory bezpieczeństwo stało się priorytetem. To zadanie powierzono „Białemu“, właścicielowi firmy Last Bastion. To były antyterrorysta, operator, a później dowódca drużyny i instruktor. Brał udział w misjach ONZ w Kosowie. Łącznie w polskiej policji przepracował osiemnaście lat, by w 2007 roku odejść na emeryturę. Dwa lata później dostał zlecenie zorganizowania ochrony prac Geofizyki Kraków w Pakistanie. Czy mu się to udało?

W tej części opisano także polskich kontraktorów chroniących statki przepływające przez strefę wysokiego ryzyka u wybrzeży Afryki. Autor przedstawił krótką historię współczesnych piratów i początkowo rosnące znaczenie firm ochroniarskich, które chronią statki handlowe. Z czasem jednak zagrożenie stawało się coraz mniej realne, do porwań prawie już nie dochodziło. A więc i znaczenie ochrony spadło. Przełożyło się to na spadek zarobków ochroniarzy, a z czasem na ich kwalifikacje. Odeszli byli antyterroryści i żołnierze, a ich miejsce zajęli ludzie bez doświadczenia.

Publikacja jest ciekawa i warto ją przeczytać. Opisuje losy polskich najemników/kontraktorów służących w Legii Cudzoziemskiej, firmach ochroniarskich w Iraku i Pakistanie, ochronie statków przed piratami. Historie są różne; jedne bardzo dramatyczne, inne wręcz żałosne, sprzed kilkudziesięciu lat i współczesne. To pozwala spojrzeć na zjawisko polskich kontraktorów w sposób dość rozległy. Choć lektura z pewnością nie wyczerpuje tematu. Zabrakło podsumowania, analizy polskiego rynku najemników/kontraktorów. Opisania go jako zjawiska. Autor skupił się jedynie na wątkach, które już są w mniejszym czy większym stopniu czytelnikowi znane.

Niewątpliwie dużym atutem publikacji są zdjęcia.

psy_wojen21 (fot. ze zbiorów "Białego")

Książka podzielona została na dwie części, niestety nierówne względem siebie. Pierwsza część jest dużo lepsza (choć i tutaj niektóre rozdziały nie trzymają poziomu), a historie w niej opisane dużo ciekawsze. Często przerażające, jak choćby historia Zygmunta Wojtczaka. Jednak oprócz tej tragicznej historii Psy Wojen oferują niewiele więcej. Choć druga część jest mi bliższa tematycznie, pozwala poznać historię współczesnych kontraktorów na Bliskim Wschodzie i w Azji to jednak tu historie nie są już tak barwne i ciekawe, a podawane informacje są powszechnie znane. Nie dowiadujemy się niczego nowego, autor nawet nie próbuje nas zaskoczyć. Skupił się praktycznie tylko na losach jednego człowieka, co potęguje uczucie niedosytu. Historie opowiedziane obok głównego wątku były szeroko opisywane, dlatego dla zainteresowanego tematem nie będą żadną nowością. Mimo wszystko zachęcam do lektury!

 

Tytuł: Psy wojen. Od Indochin po Pakistan - polscy najemnicy na frontach świata.
Autor: Krzysztof Wójcik
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320

poniedziałek, 08 maja 2017

Hamas opublikował nowy dokument, w którym redefiniuje swoją politykę. Nie brakuje w nim zaskakujących stwierdzeń.

hamas2Bracia Muzułmanie, z których wywodzi się Hamas, obecni są na terytorium Palestyny od lat 30. XX wieku. W czasie Wielkiej Rewolty Arabskiej, do której doszło w latach 1936-1939, do Palestyny przybył Abd ar-Rahman al-Banna, brat Hassana al-Banny - założyciela ruchu Braci Muzułmanów. W początkowym okresie swojej działalności Bracia skupili się głównie na krzewieniu idei powrotu do islamu i życia zgodnie z jego naukami. Z czasem jednak, po powstaniu państwa Izrael i wojnach arabsko-izraelskich idea „islamskiego rozwiązania“ zaczęła zyskiwać coraz większą popularność. Szczególnie w wyniku kompromitacji ruchów świeckich. Hamas, czyli Islamski Ruch Oporu, powstał w czasie pierwszej intifady w roku 1987. Współzałożycielem i duchowym przywódcą nowej organizacji został Szejk Ahmed Jassin (zabity przez Izrael w 2004 roku). W sierpniu 1988 roku opublikowano dokument przedstawiający ideologię i cele Hamasu; tzw. Kartę Islamskiego Ruchu Oporu. Ten trzydziestosześciopunktowy dokument definiował rolę nowej organizacji w konflikcie izraelsko-palestyńskim; jej ideologię czy sposoby walki, jak również kształt przyszłego państwa palestyńskiego, rolę państw arabskich (i islamskich), kwestię Jerozolimy. Jasno wskazywał także wrogów. Karta, mimo głosów krytyki również ze strony działaczy Hamasu, obowiązywała przez kilka dekad.

Nowa polityka

Po blisko 30 latach Hamas opublikował nowy dokument, w którym redefiniuje swoją politykę. Poprzedni dokument był wielokrotnie wykorzystywany jako argument do nieuznawania organizacji jako pełnoprawnego gracza politycznego. Co więcej, działania samych przywódców ruchu były niejednokrotnie sprzeczne z postanowieniami Karty. Istniała więc ogromna presja na liderów Hamasu.
W nowym dokumencie politycznym jasno zdefiniowano wroga: już nie są to Żydzi (z powodu ich religii), ale z syjoniści (z powodu okupacji ziem palestyńskich). Nie jest to więc walka religijna, lecz walka polityczna. Nowe „credo“ nie zawiera również odwołań do ruchu Braci Muzułmanów. Ma to poprawić relacje z krajami arabskimi, szczególnie z Egiptem.
Hamas zgadza się na państwo palestyńskie w granich z 1967 roku, a więc na obszarze Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Jerozolimy Wschodniej. Jest to postulat głównego rywala Hamasu - świeckiego Fatahu. Dodatkowo dokument określa organizację jako islamski, ale również palestyński ruch oporu, co także należy uznać za odniesienie do ruchów świeckich. Należy jednak podkreślić, że uznanie granic z 67 roku nie oznacza wyrzeczenia się walki o „całkowite wyzwolenie Palestyny“. Ten dwugłos nie jest przypadkowy - oznacza zgodę na „przejściowe państwo palestyńskie“ i jednocześnie wolę walki o całkowite wyzwolenie w przyszłości. Czysty pragramtyzm. Niemniej jednak oficjalna akceptacja granic z 1967 roku to duży krok do przodu. Taka deklaracja umożliwia współpracę z ruchem Fatah i daje nadzieję na porozumienie w kwestii starań o uznanie państwa palestyńskiego.

Nadzieja i pragmatyzm

Publikacja nowego „credo“ wynika z ogromnej presji zwolenników ruchu zarówno w Palestynie, jak i na całym świecie. Karta Hamasu z 1988 roku była wykorzystywana przez przeciwników ruchu; zarzucano antysemityzm, ekstremizm, terroryzm. Kreowano na organizację mającą silne związki z al-Kaidą, a więc jako część światowej siatki ruchu globalnego dżihadu. Odmawiano uznania Hamasu za organizację narodowowyzwoleńczą. Niezwykle ważne dla przywódców Hamasu jest nawiązanie współpracy z organizacjami świeckimi, przede wszystkim z Fatahem. Nie mniej ważne jest dążenie ruchu do międzynarodowego uznania. Obecnie Islamski Ruch Oporu uważany jest za organizację terrorystyczną zarówno przez Izrael, jak i Stany Zjednoczone oraz Unię Europejską. Zdjęcie „bagażu“ organizacji terrorystycznej umożliwi swobodną działalność zagraniczną, jak i uznanie Hamasu jako gracza politycznego, na równi z Fatahem. Nie bez znaczenia są więc punkty programu mówiące o całkowitym odrzuceniu ekstremizmu oraz akceptacja dla idei równości i sprawiedliwości. Publikacja nowego dokumentu ma również za zadanie poprawić relację z regionalnymi graczami, w tym z Egiptem i państwami Zatoki Perskiej. Z drugiej strony przywódcy Hamasu doskonale zdają sobie sprawę z nastrojów niektórych ich zwolenników. I mimo, że akceptują idee państwa palestyńskiego w granicach z 1967 roku, to zostawiają otwartą furtkę - wyzwolenie całej Palestyny. Jak to w polityce bywa, wygrywa pragmatyzm.

piątek, 16 października 2015

Przeglądając internet łatwo trafić na ludzi, którzy uważają siebie za ekspertów w jakimś temacie i publikują materiały wyjaśniające takie czy inne zjawiska. W ostatnim czasie można zauważyć dużą aktywność „ekspertów” od spraw Bliskiego Wschodu, terroryzmu, imigrantów, islamu. Jednym z nich jest Mariusz Max Kolonko, ale artykuł o nim możecie znaleźć na blogu. Innym jest Ator.

ator

Na materiały publikowane przez Atora wpadłem przez przypadek. Zaskoczył mnie dobór tematów; wydaje się, że autor posiada ogromną wiedzę w wielu dziedzinach. Okazało się jednak, że przeczytanie kilku artykułów w internecie jest niewystarczające, aby stać się ekspertem. Spróbujemy przeanalizować materiały publikowane przez Atora, oczywiście tylko te związane tematycznie z blogiem.

Ator ma swój kanał w serwisie YouTube o nazwie 'wideoprezentacje'. Jak wynika z opisu tworzy go wraz z innymi osobami. Sami o swoim kanale piszą: 'znajdziesz tu szczerą pasję do gier, sprzętu, nowoczesnych technologii i całego life stylu z nimi związanego ze szczególnym uwzględnieniem relacji z imprez i targów'. Niestety ani słowa o komentarzach dotyczących spraw bliskowschodnich. A tego typu filmików publikują sporo. Nie jest to absolutnie osobisty atak na Atora, ale chęć pokazania, że aby wypowiadać się w danej sprawie, należy posiadać dostateczną wiedzę. Tym bardziej, że kanał 'wideoprezentacje' ma ponad 188 tysięcy subskrypcji i jest bardzo popularny. Wiele osób może czerpać z niego wiedzę i tym samym wyrabiać sobie opinię na jakiś temat.

Naiwność autora

W filmiku 'Zamach we Francji' autor twierdzi, że terroryści dokonujący zamachów próbują zastraszyć dziennikarzy, aby ci pisali o nich wyłącznie dobrze. Taką sytuację porównał do Korei Północnej. Niestety Ator się myli. Terroryści dokonują zamachów, aby przestraszyć społeczeństwo danego kraju. To jest właśnie istota terroryzmu, który bez strachu i medialnej otoczki po prostu nie istnieje. Zamachowcy wcale nie chcą, aby pisano o nich dobrze, zależy im jedynie, aby ich dzieło zostało dostatecznie nagłośnione, przez co osiągną swój cel – zastraszą ludność. Drugim ważnym celem jest wywołanie nienawiści niemuzułmanów do muzułmanów; palenie meczetów, wybijanie szyb w sklepach prowadzonych przez muzułmanów i tego typu podobne akcje są bardzo na rękę terrorystom. Pozwala to na łatwiejszą rekrutację. Ich cel to przejęcie dusz muzułmanów i nastawienie ich wrogo do współobywateli z krajów zachodnich. I w drugą stronę; wykreowanie sytuacji w której niemuzułmanie uważają za wroga każdego muzułmanina. Bardzo naiwne jest myślenie, które przedstawia Ator.

Dalej, w tym samym filmiku, Ator twierdzi, że wszystkie państwa muzułmańskie są tylko muzułmańskie; to znaczy narodowość nie ma kompletnie znaczenia. A więc wszystkie te społeczeństwa są nierozerwalnie ze sobą związane jako muzułmańskie. Ator wrzucił do jednego 'muzułmańskiego worka' społeczeństwa Egiptu, Indonezji, Tunezji, Turcji, Pakistanu i tak dalej. Widocznie nigdy nie słyszał o laickich ruchach na przykład panarabskich i podziałach wewnątrz islamu, tym bardziej o nacjonalizmie na przykład arabskim. W dalszej części mówi: 'nawet te burki, hidżaby czy jak to się tam nazywa, co ich kobiety noszą'. Znakomita znajomość tematu.

W filmiku 'Granat w meczecie we Francji' osoba stojąca obok Atora stwierdza, że wszyscy muzułmanie żyjący na Zachodzie 'siedzą na socjalu'. Kolejne przekłamanie z którym aż trudno dyskutować. Ator poprawia kolegę i stwierdza, że większość. Nie przedstawia jednak żadnych danych na ten temat, po prostu tak mu się wydaje.

Kompletny brak wiedzy

W filmiku 'Bratobójczy Jihad' Ator podaje 'nieprawdopodobną informację w którą początkowo sam nie mógł uwierzyć'. Jaka to informacja? Otóż dwie organizacje terrorystyczne, ISIS i talibowie, wypowiedziały sobie dżihad. Dla kogoś, kto zna się na temacie nie jest to ani nowość, ani nieprawdopodobna informacja. Ator tak opisuje w/w organizacje: 'dwie bardzo duże, bardzo majętne i bardzo wpływowe organizacje terrorystyczne, oczywiście arabskie'. W tym momencie wychodzi całkowity brak wiedzy autora; talibowie nie są absolutnie Arabami! Nawet ISIS nie jest etnicznie jednorodny. Ale żeby to wiedzieć należy posiadać choć odrobinę wiedzy. Używa także zwrotu 'oczywiście arabskie', ale chyba niewiele słyszał o niemuzułmańskich organizacjach terrorystycznych. Dalej mówi, że ISIS i talibowie to ci, którzy do tej pory chcieli zabijać głównie krzyżowców czy chrześcijan. Kolejna nieprawda bo przypomnę, że talibowie nie atakowali Zachodu. Niestety w dalszej części wypowiedzi Ator nadal nazywa oba ruchy arabskimi. W tym samym filmiku autor stwierdza, że ISIS jest zagrożeniem dla Europy - jej fizycznego istnienia! Aż tak daleko to nawet zwolennicy najgłupszych teorii spiskowych nie idą. Państwa zachodnie mogłyby z łatwością wyeliminować ISIS, ale nie jest to, póki co, w ich interesie. 'Możemy niedługo przestać istnieć, z wielu powodów, między innymi przez ISIS' stwierdza Ator. W dalszej części vloger mówi, że we Francji jest tak dużo muzułmanów, że mogą oni ją niedługo przejąć. O islamizacji Europy pisaliśmy tutaj. W drugiej części publikowanego materiału Ator stwierdza, że 'talibowie walczą o Afganistan nie od dziś. Wcześniej oni walczyli z Rosjanami'. Kolejny popis niewiedzy. Radziecka interwencja w Afganistanie skończyła się w 1989 roku, a ruch talibów powstał w 1994 roku. Cofneli się w czasie? Niekoniecznie, ale żeby to wiedzieć należy posiadać jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Po drugie to była radziecka interwencja, nie rosyjska.

Manipulacja

W filmiku 'Muzułmanin zabił Polkę za nieposłuszeństwo' Ator dokonuje manipulacji. Otóż sam tytuł już prowadzi nas do tezy, że wyznawca islamu zabił kobietę bo była mu nieposłuszna, a zrobił to z powodów religijnych. Bo przecież gdy w Polsce mąż zabija żonę (a takie przypadki się zdarzają) to nie natrafiamy na nagłówki typu 'chrześcijanin zabija Polkę' czy 'katolik zabił ateistkę'. Dlaczego? Bo gdy dochodzi do zbrodni niemotywowanej religijnie to nie wspomina się o wyznaniu kata czy ofiary. Jednak w przypadku muzułmanów zawsze się to zauważa. Sprytna manipulacja, którą stosuje też Ator, pisaliśmy o tym tutaj. W dalszej części filmiku vloger przytacza wypowiedź jednego z uczonych z Arabii Saudyjskiej o zakazie prowadzenia samochodu przez kobietę w tym kraju. Okazało się, że nie jest to wymóg religijny, ale kulturowy. Ja bym powiedział, że kulturowo-polityczny. Ale samo zauważenie przez Atora faktu mieszania kultury z religią oceńmy na plus. Niestety ginie on w morzu minusów...

 

CDN.

 

sobota, 27 czerwca 2015

Wczoraj cały świat obiegły tragiczne doniesienia o trzech krwawych zamachach dokonanych w trzech różnych miejscach. Ustalmy jednak, co wiemy na obecną chwilę i odpowiedzmy na kilka ważnych pytań.

terrorism

Co wiemy dziś?

1. Liczba ofiar we wszystkich trzech zamachach wynosi nie mniej niż 67 zabitych i 265 rannych:

- w ataku na hotel w Tunezji zginęło co najmniej 39 osób,

- w ataku na szyicki meczet w Kuwejcie zginęło co najmniej 27 osób,

- w ataku na zakłady gazowe we Francji zginęła jedna osoba.

2. Ataku dokonano na trzy ważne cele:

- szyitów, którzy dla Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych sunnickich ugrupowań terrorystycznych są heretykami, odszczepieńcami (zamach w Kuwejcie),

- amerykański obiekt na terenie zachodniego kraju (zamach we Francji),

- zachodnich turystów wypoczywających w kraju, który przekształcał się w państwo demokratyczne (zamach w Tunezji).

Bardzo ważny jest dobór celów; są to trzy różne cele, ale trzy niezwykle ważne cele dla sunickich ugrupowań terrorystycznych. Reprezentują one to, z czym owe grupy walczą i czego nienawidzą.

3. Jak dokonano zamachów:

- w Tunezji ostrzelano wypoczywających turystów z broni automatycznej,

- w Kuwejcie zamachowiec-samobójca wysadził się w meczecie podczas piątkowej modlitwy,

- we Francji dokonano wybuchu na terenie zakładów gazowych, obcięto głowę jednej osobie.

4. Kto dokonał zamachów:

- w Tunezji sprawcą okazał się obywatel tego kraju, student, nie wiadomo, czy miał pomocników, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie,

- nie wiadomo kto dokonał zamachu w Kuwejcie, ale była to jedna osoba. Do jego organizacji przyznała się organizacja Prowincja Nadżd, mająca związki z Państwem Islamskim. Wcześniej grupa przyznała się do zamachów na szyickie meczety w Arabii Saudyjskiej,

- nie wiadomo, ilu było sprawców zamachu we Francji; jedne źródła mówią o jednym sprawcy, inne o dwóch, jeszcze inne o kilku. Wiadomo jednak, że zatrzymano jednego ze sprawców i deklaruje on przynależność do Państwa Islamskiego.

5. Wśród ofiar nie ma Polaków.

6. Terroryści osiągnęli swój cel:

- turyści masowo uciekają z Tunezji, co spowodować może załamanie gospodarki i jeszcze pogłębić kryzys gospodarczy i zwiększyć (i tak bardzo wysokie) bezrobocie. Wpływy do budżetu z turystyki to aż 15%. Zatrzymanie demokratyzacji Tunezji, pogłębienie kryzysu i budowanie tam swojej rezydentury to bardzo ważny cel,

- przestraszyli świat zachodni i utwierdzili wielu w przekonaniu, że mamy do czynienia z wojną religijną, a o to terrorystom właśnie chodzi. Jest to oczywiście nieprawda, gdyż na zamachach najwięcej stracą muzułmanie i to oni są często celem terrorystów. Inwigilacja na ogromną skalę, stosowana przez Zachód, nie zdała egzaminu. Podobnie jak bombardowanie ośrodków terrorystów. Zachód walczy z terrorystami, ale nie z terroryzmem. Na miejsce jednego schwytanego/zabitego pojawiają się następni,

- zaatakowali jeden ze swoich głównych celów – szyitów, doprowadzając do jeszcze większej nienawiści pomiędzy tymi odłamami Islamu,

- pokazali całemu światu siłę Państwa Islamskiego, nawet jeśli to nie ono wydało decyzję o ataku. Liczy się przekaz medialny, bo terroryzm bez tego nie istnieje.

7. Nie wiemy, czy ataki były koordynowane z jednego ośrodka; mogło tak być, zważywszy na fakt, że dokonano ich w krótkich odstępach czasu tego samego dnia, wybierając trzy różne, ale niezwykle ważne cele. Z drugiej strony nie ma dowodów na jeden ośrodek decyzyjny i na tezę, że za wszystkimi trzema atakami stoi Państwo Islamskie. Mogły to być zamachy lokalnych komórek terrorystycznych, które czują się związane ideologicznie z PI.

 

piątek, 26 czerwca 2015

Coraz więcej młodych dziewczyn z zachodnich krajów wyjeżdża do Państwa Islamskiego. Najczęściej robią to wbrew rodzinie i po procesie rekrutacyjnym, który często odbywa się przez Internet. Jak wygląda proces werbowania? Dowiemy się tego sięgając po książkę Anny Erelle „Dżihadystka”.

Dihadystka418x600

  Aby poznać proces rekrutacyjny Państwa Islamskiego dziennikarka założyła fikcyjne konto na jednym z portali społecznościowych i przybrała nową tożsamość. Od teraz nazywa się Melodie. Po udostępnieniu na profilu filmu propagandowego dostaje wiadomość od jednego z bojowników Państwa Islamskiego, niejakiego Abu Bilela. Początkowo przerażona szybkością nawiązania kontaktu wchodzi w projekt. Szybko okazuje się, że nawiązała kontakt z wysoko postawionym dowódcą, który brał udział w wielu wojnach. Autorka od samego początku opisuje emocje, jakie jej towarzyszyły; kiedy zakładała fikcyjne konto i kiedy zaczęła wymieniać wiadomości z Bilelem. Melodie przedstawia się jako zagubiona dwudziestoletnia dziewczyna, która przeszła na Islam. Swoją wiarę ukrywa przed rodziną. W rzeczywistości jest dużo starsza i od lat pracuje jako dziennikarka. Specjalizuje się w tematyce Bliskiego Wschodu.

  Początkowo autorka wymienia wiadomości z Bilelem poprzez Facebooka, jednak on szybko proponuje przejście na Skype, gdyż chce zobaczyć jak Melodie wygląda. To już rodzi pewne ryzyko; po pierwsze Anna jest dużo starsza, po drugie groźny terrorysta będzie musiał zobaczyć jej twarz, a po trzecie każde nieprzemyślane słowo, każdy gest może zdradzić dziennikarkę. Bilel jednak tak bardzo nalega, że Anna nie ma innego wyjścia. Autorka zaopatruje się w niezbędny strój i zakłada kolejne fikcyjne konto, tym razem na Skype. W międzyczasie tworzy historię i profil psychologiczny Melodie, aby podczas rozmowy nie zaplątać się w sieć własnych kłamstw. Dochodzi do pierwszej rozmowy, gdzie obydwoje mogą się zobaczyć. Bilel jest zachwycony znajomością z Melodie i szybko proponuje jej narzeczeństwo i prosi, aby przyjechała do Syrii. Jednak rzeczywistym celem autorki jest wydobycie od terrorysty jak najwięcej informacji o sytuacji w Państwie Islamskim. W trakcie kolejnych rozmów Bilel oficjalnie prosi o rękę i ponownie namawia do wyjazdu.

  Rozmowy dotyczą najróżniejszych spraw; często Bilel zwierza się Melodie ze swoich pragnień seksualnych; wylicza zalety europejskich konwertytek nad Syryjkami.

„(...) - Jak to „my, nawrócone, jesteśmy bardziej otwarte”?

  • Wiesz, o co chodzi...

  • - Nie.

  • Jesteście bardziej zalotne, rozumiesz, co mam na myśli...

  • Wciąż nie rozumiem...

  • Gdy jesteście sam na sam z mężem, macie bujniejszą wyobraźnię.

  • Czy „bujniejsza wyobraźnia” w takich intymnych sprawach nie jest haram?

  • Kiedy jesteś z mężem sam na sam, robisz, co chcesz. Jesteś mu oddana. Ale tylko jemu. Masz robić wszystko, o co cie poprosi. Pod sitarem i burką możesz nosić, co tylko zechcesz. Pasy do pończoch, ponętną bieliznę, wszystko, co podoba się twojemu mężowi...Lubisz ładną bieliznę, kochanie?”

  Oprócz komplementów, jakie Bilel kieruje w stronę Melodie, sam nie szczędzi ich sobie. Twierdzi, że wiele kobiet zabiega o jego względy i wielu musiał już odmówić. Autorka nazywa go „dżihadystą-podrywaczem”. Zarzeka się także, że nie ma żony. Podczas jednej z rozmów terrorysta proponuje Melodie małżeństwo i od tej pory uważa ją za swoją żonę. Stwierdza, że zajął się już wszystkimi formalnymi kwestiami dotyczącymi tego aktu i wystarczy, że dziewczyna przyjedzie do Syrii, by żyć w boku męża.

  Cały projekt i gra, jaką prowadzi Anna zaczynają coraz bardziej odbijać się na jej życiu prywatnym. Przyjaciele i współpracownicy wielokrotnie upominają ją o niebezpieczeństwie, na jakie się naraża. W dodatku sprawa odbija się na jej związku. Targają ją emocje; od politowania do nienawiści. Jednak Anna nie chce zakończyć projektu.

  Decyduje się kontynuować grę i zgadza się na wyjazd do Syrii. Bilel udziela jej wszystkich wskazówek, jak ma wydostać się niezauważona spod opieki matki i jaką trasą dotrzeć do niego. W ostatnich dniach przed podróżą rozmowy koncentrują się już głównie na trasie i sposobie dotarcia do celu. Terrorysta prosi Melodie o drobne zakupy; między innymi o kupno dla niego oryginalnych perfum. Plan jest stosunkowo prosty: z Francji Melodie ma się udać do Holandii, a stamtąd do Turcji. Ostatnia część planu, czyli przekroczenie granicy turecko-syryjskiej, ma być najprostsza i zadbać o to mają współtowarzysze jej „męża”. Dziennikarka podejmuje grę i wyjeżdża do Amsterdamu. Tam kontaktuje się z Bilelem, który jest bardzo zadowolony i podniecony na myśl o jej przybyciu. Chwali ją za odwagę i przekonuje o swojej miłości. Kolejnym etapem podróży ma być Stambuł, gdzie na Melodie czekać mają wspólnicy Bilela. Tam ma się zakończyć projekt; dziennikarka wraz z fotografem rzeczywiście polecą do Turcji, jednak po to, aby uwiecznić wspólników terrorysty. Do żadnego spotkania nie dojdzie. Później ich celem ma być przygraniczne Kilis, gdzie już jako oficjalni dziennikarze chcą przeprowadzić kilka wywiadów i opisać atmosferę miasta. Stamtąd wyśle do „męża” ostatnią wiadomość w której oznajmi, że ktoś musiał na nią donieść i nie pozwolono jej wylecieć do Turcji. Jest śledzona i wraca do Francji, przynajmniej na jakiś czas. Jednak absolutnie nic nie potoczyło się zgodnie z planem... Co się wydarzyło? Jak zakończył się projekt? Czy Bilel dowiedział się o prowokacji? Dowiecie się z książki Anny Erelle „Dżihadystka. Relacja z wnętrza komórki rekrutacyjnej Państwa Islamskiego”.

  Bardzo lubię książki opisujące organizacje terrorystyczne od środka. Są to bardzo cenne relacje, gdyż pochodzą od osób bezpośrednio zaangażowanych, uczestniczących w danej grupie i znających jej członków. Annie Erelle udało się dotrzeć do jednego z członków Państwa Islamskiego, który, jak się później okazało, był wysokim dowódcą, mającym pod sobą wielu ludzi. Mówiono, że to prawa ręka przywódcy PI. Opisana przez nią historia pokazuje, jakie techniki stosują terroryści, aby zachęcić młode dziewczyny do przyjazdu na tereny objęte wojną. Projekt odpowiada na wiele pytań, pokazuje również sposób myślenia członków PI. Jest to cenna relacja, która potwierdza to, co wielu podejrzewało. I jest to chyba jedyna tak szczegółowo opisana relacja z człowiekiem, który rzeczywiście należy do PI, a co więcej zajmuje tam wysokie stanowisko. Z książki możemy się dowiedzieć jak wygląda proces rekrutacji z samego źródła, a nie z opowiadań rodziców, znajomych, czy nawet samych dziewczyn, które w ostatniej chwili schwytano.

  Książkę warto przeczytać również dlatego, że problem jest bardzo poważny. Praktycznie każdy kraj Europy Zachodniej doświadczył go na własnej skórze. W lutym w Londynie z domu uciekły trzy nastolatki: dwie piętnastolatki i jedna szesnastolatka. Wyszły rano z domów i udały się na lotnisko, skąd poleciały do Stambułu. Tam ślad po nich zaginął. Prawdopodobnie chciały dołączyć do swojej koleżanki, która trzy miesiące wcześniej uciekła z domu i znalazła się na terenach PI. To tylko jeden z przykładów...

  W tym miejscu należy wspomnieć o innym dziennikarzu, Antonio Salasie, który także próbował przeniknąć do organizacji terrorystycznych. Jego historię możecie znaleźć na blogu.

  Książka nie jest jednak bez wad. Przede wszystkim opisuje jedynie skrawek procesu rekrutacyjnego; jest to relacja tylko z jedną osobą. Nie jest to opis całego systemu pozyskiwania nastoletnich dziewczyn z Zachodu, a jedynie próby zmanipulowania młodej Francuski przez jednego z bojowników PI. Drugim minusem książki jest zbyt rozległy opis emocji, jakie towarzyszyły autorce podczas realizacji projektu i jej problemy ze współpracownikami i partnerem. Trzecim brak jakichkolwiek zdjęć; chociażby autorki przebranej w muzułmański strój (oczywiście z zakrytym wizerunkiem) czy pokoju w którym odbywały się tajne rozmowy z Bilelem. Czwartą wadą jest oczywiście sposób komunikacji z terrorystą; obywa się on jedynie wirtualnie. Wszystkie rozmowy odbywają się poprzez portal społecznościowy, później poprzez Skype. Autorka nie spotkała się osobiście z żadnym z pośredników, nie mówiąc już o spotkaniu z Bilelem. Mimo prób, nie udało się jej również dotrzeć do innych żon, które chciały udać się do Państwa Islamskiego. Podobnie było w przypadku Antonio Salasa, któremu nie udało się dotrzeć do znaczących postaci świata terroryzmu. Dlatego o wiele ciekawsze są historie ludzi, którzy faktycznie działali w ramach takich struktur, a później je opuścili. Chociażby Morten Storm, którego relację możecie znaleźć na blogu.

  Mimo wad zdecydowanie polecam książkę wszystkim, którzy zainteresowani są tematyką terroryzmu. Bo jest to niezwykle ciekawa historia z jeszcze bardziej niezwykłym zakończeniem. Z premedytacją nie podałem go tutaj, gdyż warto, aby każdy sam odkrył, jak ta historia się potoczyła. I jakie są dalsze losy jej bohaterów.  

piątek, 22 maja 2015

...i które warto polecić innym. 

sokol

Nie jestem wielbicielem beletrystyki i rzadko sięgam po tego typu książki. Zdecydowanie bardziej cenię literaturę faktu. I głównie takie książki będą tu recenzowane i mniej lub bardziej polecane. Nie znaczy to, że nie będzie wyjątków. "Wędrowny sokół" należy właśnie do takich wyjątków...

"Wędrowny sokół" to zbiór opowiadań, których elementem łączącym jest postać Tor Baza; przyglądamy się jego życiu w różnych jego etapach. Poznajemy okoliczności jego przyjścia na świat i późniejsze życie, w którym jest informatorem władz, przewodnikiem czy handlarzem. Miejsce fabuły jest niezwykłe; to irańsko-pakistańsko-afgańskie pogranicze, zamieszkiwane przez wiele ludów, plemion i klanów, kierujących się własnym kodeksem honorowym. Tutaj zasady są jasne i stanowią świętość dla wszystkich, a za ich złamanie grozi śmierć. Surowość klimatu i brak jakichkolwiek udogodnień, proste i ciężkie życie stworzyło ludzi niezwykle twardych i honorowych. Także czas akcji ma tutaj ogromne znaczenie, gdyż honorowe i wolne plemiona stają w obliczu zwierzchności władz państwowych. Zmiana dotychczasowego trybu życia oznacza dla nich powolną śmierć, zarówno pod względem ich dorobku kulturowego, jak i niekiedy śmierć biologiczną. Poznajemy, oprócz głównego bohatera, także wiele innych niezwyczajnych, a przede wszystkim niezwykle ciekawych postaci. Wszystko to opisane jest w baśniowej tonacji, ale co niezwykle ważne autor nie idealizuje bohaterów. "Wędrownego sokoła" polecam każdemu!

(...) Kiedy posadzili przed nim chłopca, starzec zwrócił ku niemu swe niewidzące oczy. 

- Przestań płakać, synu - powiedział. - To źle, kiedy Beludża, nawet dziecko, płacze.

Chłopiec zamilkł natychmiast. 

- Istnieje jeszcze jeden ważny powód, żebyś nie płakał - dodał Roza Chan głosem dobrotliwym i jednocześnie surowym. - Płacz w człowieku jest jak miód w garnku. Miód przyciąga muchy, a płacz przyciąga kłopoty. Powiedz mi, skąd się tu wziąłeś?(...)

Kilka słów o autorze. Jamil Ahmad urodził się w 1933 roku w Dźalandharze. Jako urzędnik pakistańskiej służby cywilnej pracował głównie w Północno-Zachodniej Prowincji Granicznej i w Beludżystanie. Pełnił funkcję agenta politycznego (z ramienia rządu w Islamabadzie zarządzającego terytoriami plemiennymi) w Kwetcie, Chagai, Chajberze i Malakandzie, a następnie komisarza w Dera Ismail Khan i Swacie. Skończył karierę w rządzie na stanowisku naczelnego sekretarza Baludżystanu. Jest autorem tylko jednej książki, "Wędrownego sokoła", którą wydał w wieku 79 lat. Od tej pory uważany jest za największego pakistańskiego pisarza tworzącego po angielsku. Zmarł w lipcu 2014 roku.

środa, 13 maja 2015

...i które warto polecić innym. 

 

Historia Mortena Storma, który jako zbuntowany nastolatek, członek gangu motocyklowego uwielbiał życie na krawędzi, alkohol, narkotyki, bójki i towarzystwo kobiet. Takie życie szybko doprowadziło go do zatargów z prawem, a w konsekwencji do więzienia. Po odbyciu kary Morten przechodzi jednak przemianę duchową i staje się żarliwym wyznawcą islamu, w jego radykalnej formie.  Zmienia imię na Murad, odstawia alkohol i narkotyki, odsuwa się od dawnych znajomych i zaczyna prowadzić życie gorliwego muzułmanina. Wyjeżdża do Londynu, gdzie poznaje innych wyznawców islamu, między innymi Mahmuda al-Tajjiba; proponuje on "nowemu bratu" studiowanie w Jemenie. Tam Morten poznaje autentyczną postać islamu. I również tam poznaje innych gorliwych wyznawców, zgłębia teologiczne aspekty, słucha wykładów dotyczących religii, ale i polityki. Morten na dobre zamienia się w Murada; staje się (jak sam o sobie mówi) dżihadystą i chce walczyć z niewiernymi. Swojemu pierwszemu synowi daje na imię Osama. Szybko poszerza grono znajomych radykałów, by w końcu dotrzeć do jednego z liderów Al-Kaidy w Jemenie Anwara al-Awlakiego, z którym łączy go szczera przyjaźń. Wszystko do czasu...kolejnej przemiany Storma. Porzuca on islam i zaczyna współpracować z duńskim wywiadem, później także z brytyjskimi MI5 i MI6 oraz z amerykańską CIA. Dzięki niemu zachodnie służby wytropiły wielu niebezpiecznych terrorystów, odkryły związki łączące poszczególne organizacje terrorystyczne i zapobiegły wielu zamachom.

(...) z racji swoich znajomości z najsławniejszymi radykałami ze świata arabskiego szybko zdobyłem popularność. Islamistyczna rewolta w Iraku zdopingowała nas i dostarczyła forum radykalnemu kaznodziei Omarowi Bakriemu Mohammedowi, a ten wiedział, jak porwać tłum. Po raz pierwszy usłyszałem go wiosną 2004 roku w małym domu kultury na Woodland Avenue, gdzie zbierali się jedni z najbardziej wojowniczo usposobionych muzułmanów w Luton. Sala była wypełniona po brzegi. Młodzi brodaci mężczyźni ubrani w charakterystyczne dla talibów szarawary zasiedli w rzędach krzeseł, spowite w czerń kobiety stały w odosobnieniu z tyłu sali(...)

(...) po jakimś czasie Awlaki zaczął wygłaszać u mnie wykłady skierowane do naszej małej grupy mówiących po angielsku ekstremistów(...) Wizyty Awlakiego były dla mnie zaszczytem, ale i on sam dobrze czuł się w naszym towarzystwie(...)

Książka jest warta przeczytania; możemy poznać funkcjonowanie organizacji terrorystycznych od środka, a także życie samych terrorystów. Dowiemy się jak wyglądają stosunki i komunikacja między różnymi organizacjami oraz w jaki sposób zdobywają pieniądze. Poznamy także osobistą relację człowieka, który najpierw był pospolitym przestępcą, później muzułmańskim radykałem, by w końcu stać się informatorem zachodnich służb. A na końcu odwrócić się także od nich...Czy Morten Storm miał wyrzuty sumienia zdradzając swoich niedawnych przyjaciół? Co spowodowało, że porzucił on islam i rozpoczął współpracę z wywiadem? I w końcu dlaczego zdecydował się to wszystko opisać? Dowiecie się podczas lektury. Bardzo polecam!

czwartek, 19 lutego 2015

Po ostatnich wydarzeniach we Francji w Europie rosną nastroje antyislamskie. Te niewątpliwie okropne wydarzenia wytworzyły atmosferę strachu i nieufności w stosunku do wszystkich wyznawców islamu oraz stworzyły grunt pod działania wszelkiego rodzaju aktywistów i działaczy antyislamskich. Przez Europę przetoczyła się fala nienawiści, nierzadko skutkując agresją w stosunku do muzułmanów. Jak to jest naprawdę z islamskim terroryzmem? Zagraża nam w tak dużym stopniu, jak twierdzą niektórzy? I czy każdy muzułmanin to terrorysta? A może każdy terrorysta to muzułmanin?

Atak na redakcję francuskiego tygodnika Charlie Hebdo był relacjonowany przez niezliczoną ilość mediów z całego świata. Media w Europie, także w Polsce, poświęciły mu pierwsze strony najpoczytniejszych gazet i ogrom czasu telewizyjnego i radiowego. Odbył się marsz z udziałem wielu światowych przywódców. O zamachu słyszał każdy. Także o sprawcach – islamskich terrorystach. I niestety wielu od razu utożsamiło wszystkich wyznawców islamu z tymi, którzy ów zamach przeprowadzili. Zbadajmy jednak rzeczywisty udział terroryzmu islamskiego na tle wszystkich ataków terrorystycznych, jakie miały miejsce w Europie.

W ciągu ostatnich kilku lat w Europie dokonano kilkuset zamachów terrorystycznych. W 2009 roku dokonano 294 zamachów, z czego tylko jeden był motywowany religijnie. W 2010 roku dokonano ich aż 249, z czego tych motywowanych religijnie było raptem 3. W 2011 roku dokonano 174 zamachy terrorystyczne, ale ani jednego o podłożu religijnym. Rok później dokonano 219 zamachów, w tym 6 motywowanych religią. W 2013 roku w Europie dokonano 156 zamachów terrorystycznych, w tym 2 motywowane religijnie. Muzułmańscy radykałowie odpowiadają za około 2% zamachów terrorystycznych, jakie miały miejsce w Europie w ciągu ostatnich kilku lat. Niewiele. Wszyscy jednak o nich słyszeliśmy.

Za największą liczbę zamachów terrorystycznych w Europie odpowiadają organizacje separatystyczne, takie jak np. IRA czy ETA. Na drugim miejscu są organizacje antysystemowe, anarchistyczne.

Odcienie terroru

Wielu nie pamięta, lub po prostu nie wie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu Europę zżerało piętno terroryzmu na ogromną skalę. I to absolutnie nie w wykonaniu muzułmańskich radykałów. Co więcej, niewielu zdaje sobie sprawę, że współczesny islamski terroryzm i metody, jakimi dzisiaj się posługuje to zjawisko bardzo młode. Ale od początku...

Według Davida Rapoporta istnieją cztery fale terroryzmu, definiowane jako cykle aktywności grup terrorystycznych. Każda z fal jest odpowiednio uwarunkowana, co wyróżnią ją spośród pozostałych. Pierwsza fala terroryzmu, anarchistyczna, trwała od 1879 do 1914 roku. Druga, antykolonialna, trwała od 1918 do końca lat 60. Trzecia, nowolewicowa, od lat 60. do końca lat 80. I ostatnia, czwarta fala, zdominowana przez fundamentalizm religijny trwa od 1979 roku. To właśnie w okresie tej ostatniej fali możemy mówić o zjawisku, jakim jest współczesny islamski terroryzm.

Pierwszą falę zdominował terroryzm anarchistyczny, który swoją główną aktywność wyrażał właśnie pod koniec XIX wieku, aż do początku I wojny światowej. Druga fala to terroryzm antykolonialny, ale równie dobrze można go nazwać separatystycznym, gdyż tutaj prym wiodło wiele organizacji separatystycznych i nacjonalistycznych. Chociażby żydowska organizacja Irgun, która w 1946 roku przeprowadziła zamach terrorystyczny na Hotel Króla Dawida w Jerozolimie, gdzie mieściło się dowództwo brytyjskich wojsk w Palestynie. Zginęło 91 osób, 45 zostało rannych. W tym cyklu nie można pominąć także algierskiej wojny o niepodległość, podczas której stosowanie terroryzmu było zjawiskiem powszechnym. Trzecia fala, nazwana nowolewicową, rozpoczęła się mniej więcej w drugiej połowie lat 60. XX wieku. Nazwana tak z powodu orientacji politycznej głównych organizacji terrorystycznych działających w tym okresie. Wyróżniamy tu między innymi Frakcję Czerwonej Armii, organizację działającą od początku lat 70. w Niemczech Zachodnich. Grupa odpowiedzialna jest za wiele zamachów terrorystycznych, porwań, morderstw, podpaleń, napadów na banki. Wśród nich można wymienić: atak bombowy w Heidelberg na kwaterę główną armii amerykańskiej w Europie w maju 1972 roku (zginęło 3 żołnierzy), zajęcie ambasady RFN w Sztokholmie w kwietniu 1975 roku (zginęło 2 dyplomatów), zastrzelenie prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka oraz jego kierowcy i jednego urzędnika prokuratury w kwietniu 1977 roku, porwanie i następnie zamordowanie Hannsa Martina Schleyera oraz 3 policjantów. Wspomnieć należy także o włoskich Czerwonych Brygadach, organizacji utworzonej w październiku 1970 roku i mającej na celu obalenie systemu kapitalistycznego. Grupa odpowiedzialna jest za wiele zamachów, porwań i morderstw. Ich najgłośniejszą akcją było porwanie, a następnie zamordowanie Aldo Moro, byłego pięciokrotnego premiera Włoch.

Ówczesne palestyńskie organizacje terrorystyczne, działające również na terenie Europy, także zaliczyć możemy do trzeciej fali, gdyż ich charakter ideologiczny był wyraźnie lewicowy. Aktywne organizacje tego okresu z pewnością z fundamentalizmem islamskim nie miały nic wspólnego. Do najważniejszych grup należał Fatah, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny czy Czarny Wrzesień. Ten ostatni odpowiedzialny jest za porwanie i w konsekwencji zabicie izraelskich sportowców podczas olimpiady w Monachium w 1972 roku. Warto dodać do listy słynnego terrorystę Ilicha Ramíreza Sáncheza, zwanego Szakalem, odpowiedzialnego za szereg zamachów terrorystycznych na terenie Europy.

Do trzeciej fali zaliczamy również organizacje separatystyczne, takie jak IRA czy ETA. Ta pierwsza powstała w 1916 roku, ale jej współczesne oblicze w postaci terroru nadeszło w latach 70. Organizacja odpowiedzialna jest za niezliczone zamachy terrorystyczne, morderstwa, podpalenia. Wśród nich 22 zamachy bombowe w ciągu tylko jednego dnia w Belfaście w 1972 roku (zginęło 9 osób), zamachy bombowe w dwóch barach w Birmingham w 1974 roku (zginęło 21 osób), zamach bombowy w koszarach brytyjskich w Newry w 1976 roku (zginęło 8 żołnierzy), zamach bombowy w Warrenpoint w 1979 roku (zginęło 18 żołnierzy), zamach bombowy na konferencji brytyjskiej Partii Konserwatywnej w Brighton w 1984 roku (zginęło 5 osób, premier Margaret Thatcher została ranna), zamach bombowy w Omagh w 1998 roku (zginęło 31 osób). ETA (Baskonia i Wolność) powstała w 1959 roku i od początku swojego istnienia dokonywała aktów terroru, takich jak zamachy bombowe, zabójstwa, porwania, podpalenia. Wśród nich m.in. zabicie hiszpańskiego premiera Luisa Carrero Blanco w 1973 roku, zamach bombowy na centrum handlowe w Barcelonie w 1987 roku (zginęły 22 osoby), zamach bombowy na osiedlu w Saragossie (zginęło 11 osób), zamach na lotnisko w Madrycie w 2006 roku (zginęły 2 osoby), zabicie socjalistycznego polityka Isaiasa Carrasco w 2008 roku. Łącznie działalność ETA pociągnęła za sobą ogromną liczbę ofiar – zginęło ponad 800 osób, z czego 482 ofiary to wojskowi i policjanci a 343 to cywile.

Czwartą falę zdominował fundamentalizm religijny. I co bardzo ważne, nie tylko islamski, ale również chrześcijański i żydowski. Do tego dodać należy działalność różnego rodzaju sekt, na przykład sekty Aum (Najwyższa Prawda), która w 1995 roku dokonała w tokijskim metrze zamachu przy pomocy sarinu. Zginęło wówczas 12 osób, a aż 6 tys. odniosło poważne obrażenia. Do przykładów terroryzmu żydowskiego zaliczyć możemy Barucha Goldsteina, żydowskiego fanatyka, który w 1994 r. otworzył ogień do muzułmanów modlących się w Grocie Patriarchów w Hebronie zabijając 29 osób czy zabójstwo premiera Izraela Icchaka Rabina przez żydowskiego fanatyka religijnego w listopadzie 1995 roku. Przykładem terroryzmu motywowanego chrześcijańskim fundamentalizmem jest zamach bombowy na budynek federalny w Oklahoma City z 19 kwietnia 1995 roku. Dokonał go skrajnie prawicowy, chrześcijański aktywista Timothy McVeigh. Zginęło wówczas 168 osób, w tym 19 dzieci, a ponad 680 osób zostało rannych. I oczywiście warto tu dodać Andersa Behringa Breivika, który w imię swoich antyislamskich poglądów zamordował 69 osób na wyspie Utoya (w większości młodzież, najmłodsza ofiara miała 14 lat) i 8 osób w Oslo. Zresztą przemoc wymierzona w muzułmanów, niekiedy przeradzająca się w terroryzm antyislamski nie jest czymś nowym w Europie. Przypominam, że w 2013 roku mieliśmy do czynienia z serią zamachów bombowych na meczety w Wielkiej Brytanii, pod koniec 2014 roku natomiast z podpaleniami meczetów w Szwecji. W październiku 2013 roku podpalono meczet w Gdańsku, zaś w czerwcu następnego roku sprofanowano meczet w Kruszynianach. Także terroryzm neonazistowski czy skrajnie prawicowy niejednokrotnie pokazał swe oblicze w Europie; wśród organizacji wymienić można między innymi Organizacja Tajnej Armii (OAS), Ordine Nuovo (Nowy Ład), przekształcone później w Ordino Nero (Czarny porządek), Movimiento di Azione Rivoluzionaria (Ruch Akcji Rewolucyjnej), Combat 18, National Socialist Movement. David Copeland, jeden z działaczy tej ostatniej grupy, odpowiada za serię ataków bombowych w Londynie w 1999 roku. Zginęły wówczas 3 osoby, a ponad 100 zostało rannych.

Podsumowanie

Jak wynika z wyżej przedstawionej (krótkiej, ale ukazującej problem) analizy terroryzm przyjmuje różne oblicza i przez dziesiątki lat dotykał Europę swym wcale nie islamskim odcieniem. Nawet obecnie, w czwartej fali terroryzmu, terroryzm islamski nie dominuje w Europie; muzułmańscy radykałowie odpowiadają za około 2% zamachów terrorystycznych, jakie miały tu miejsce w ciągu ostatnich kilku lat. Mimo to wszyscy słyszeliśmy o każdym z zamachów przeprowadzonych przez fundamentalistów islamskich; tego typu incydenty są wszechobecne w prasie, telewizji, radiu, internecie. Są wszędzie. Stąd wielu ludzi utożsamia wszystkich wyznawców Islamu z terrorystami. Skoro w telewizji mowa o muzułmanach tylko w kontekście terroryzmu, to „zwykły” obywatel ma już zakodowane: muzułmanin=terrorysta. Ten „zwykły” obywatel nie słyszy jednak głosów sprzeciwu wobec terroru wygłaszanych przez społeczności muzułmańskie, nie słyszy potępienia zamachowców przez wszystkie najważniejsze autorytety religijne, najważniejsze islamskie organizacje międzynarodowe, jak i te lokalne. Tego media nie pokazują, bo w tym nie ma sensacji i tego widz nie chce oglądać. Ale takie przedstawianie sprawy ma poważne konsekwencje; wzrost nastrojów antyislamskich w Europie bardzo często skutkuje realnymi aktami przemocy wobec muzułmanów. Dlatego media nie powinny dziwić się zabójstwom muzułmanów, podpaleniom meczetów, niszczeniu ośrodków muzułmańskich.

Mówi się, że nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin. Czy terroryści Frakcji Czerwonej Armii tacy jak Andreas Baader czy Ulrike Meinhof to muzułmanie? Czy terroryści Czerwonych Brygad tacy jak Renato Curcio czy Giorgio Semeria to muzułmanie? Czy terroryści z IRA lub ETA to muzułmanie? A może David Copeland lub Anders Breivik to muzułmanie?

 

środa, 13 sierpnia 2014

Jest młoda, uśmiechnięta, energiczna, nie stroni od kolorowych ubrań, okularów marki Ray Ban czy smartfona. Gdy wita się z mężczyznami podaje im dłoń. Zna język angielski; przez pięć lat chodziła zresztą do angielskiej szkoły, podczas gdy jej ojciec robił tam doktorat z historii. Ma czteroletnią córeczkę i mimo młodego wieku jest już po rozwodzie. Kim jest Isra al-Modallal?

Isra al-Modallal jest rzecznikiem prasowym Islamskiego Ruchu Oporu, czyli Hamasu, organizacji uznanej przez państwa zachodnie za terrorystyczną. Isra urodziła się w Egipcie, ale dorastała w Gazie. W Anglii spędziła pięć lat; jej ojciec, obecnie profesor historii, robił tam wówczas doktorat. Ona w przeciwieństwie do rodzeństwa wróciła do Gazy. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Islamskim w Gazie. Następnie podjęła pracę w lokalnej stacji telewizyjnej. W tym czasie Hamas już dwukrotnie proponował jej posadę rzecznika, jednak Isra dwukrotnie odmówiła. W końcu jednak podjęła wyzwanie i zgodziła się obejmując to stanowisko jako pierwsza kobieta. Isra nie we wszystkim zgadza się z Hamasem, dlatego nie wypowiada się tam, gdzie ma inne zdanie. Jak sama mówi przede wszystkim chce się skupić na ochronie praw człowieka i pomóc w osiągnięciu pokoju. Z pewnością zrealizowała już jeden cel – poprawiła medialny wizerunek Hamasu. Czas pokaże, co z kolejnymi.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Zakładki:
Profil na facebook'u
Słowniczek pojęć