Kategorie: Wszystkie | Artykuły | Historia | Książki | Wydarzenia
RSS
piątek, 16 października 2015

Przeglądając internet łatwo trafić na ludzi, którzy uważają siebie za ekspertów w jakimś temacie i publikują materiały wyjaśniające takie czy inne zjawiska. W ostatnim czasie można zauważyć dużą aktywność „ekspertów” od spraw Bliskiego Wschodu, terroryzmu, imigrantów, islamu. Jednym z nich jest Mariusz Max Kolonko, ale artykuł o nim możecie znaleźć na blogu. Innym jest Ator.

ator

Na materiały publikowane przez Atora wpadłem przez przypadek. Zaskoczył mnie dobór tematów; wydaje się, że autor posiada ogromną wiedzę w wielu dziedzinach. Okazało się jednak, że przeczytanie kilku artykułów w internecie jest niewystarczające, aby stać się ekspertem. Spróbujemy przeanalizować materiały publikowane przez Atora, oczywiście tylko te związane tematycznie z blogiem.

Ator ma swój kanał w serwisie YouTube o nazwie 'wideoprezentacje'. Jak wynika z opisu tworzy go wraz z innymi osobami. Sami o swoim kanale piszą: 'znajdziesz tu szczerą pasję do gier, sprzętu, nowoczesnych technologii i całego life stylu z nimi związanego ze szczególnym uwzględnieniem relacji z imprez i targów'. Niestety ani słowa o komentarzach dotyczących spraw bliskowschodnich. A tego typu filmików publikują sporo. Nie jest to absolutnie osobisty atak na Atora, ale chęć pokazania, że aby wypowiadać się w danej sprawie, należy posiadać dostateczną wiedzę. Tym bardziej, że kanał 'wideoprezentacje' ma ponad 188 tysięcy subskrypcji i jest bardzo popularny. Wiele osób może czerpać z niego wiedzę i tym samym wyrabiać sobie opinię na jakiś temat.

Naiwność autora

W filmiku 'Zamach we Francji' autor twierdzi, że terroryści dokonujący zamachów próbują zastraszyć dziennikarzy, aby ci pisali o nich wyłącznie dobrze. Taką sytuację porównał do Korei Północnej. Niestety Ator się myli. Terroryści dokonują zamachów, aby przestraszyć społeczeństwo danego kraju. To jest właśnie istota terroryzmu, który bez strachu i medialnej otoczki po prostu nie istnieje. Zamachowcy wcale nie chcą, aby pisano o nich dobrze, zależy im jedynie, aby ich dzieło zostało dostatecznie nagłośnione, przez co osiągną swój cel – zastraszą ludność. Drugim ważnym celem jest wywołanie nienawiści niemuzułmanów do muzułmanów; palenie meczetów, wybijanie szyb w sklepach prowadzonych przez muzułmanów i tego typu podobne akcje są bardzo na rękę terrorystom. Pozwala to na łatwiejszą rekrutację. Ich cel to przejęcie dusz muzułmanów i nastawienie ich wrogo do współobywateli z krajów zachodnich. I w drugą stronę; wykreowanie sytuacji w której niemuzułmanie uważają za wroga każdego muzułmanina. Bardzo naiwne jest myślenie, które przedstawia Ator.

Dalej, w tym samym filmiku, Ator twierdzi, że wszystkie państwa muzułmańskie są tylko muzułmańskie; to znaczy narodowość nie ma kompletnie znaczenia. A więc wszystkie te społeczeństwa są nierozerwalnie ze sobą związane jako muzułmańskie. Ator wrzucił do jednego 'muzułmańskiego worka' społeczeństwa Egiptu, Indonezji, Tunezji, Turcji, Pakistanu i tak dalej. Widocznie nigdy nie słyszał o laickich ruchach na przykład panarabskich i podziałach wewnątrz islamu, tym bardziej o nacjonalizmie na przykład arabskim. W dalszej części mówi: 'nawet te burki, hidżaby czy jak to się tam nazywa, co ich kobiety noszą'. Znakomita znajomość tematu.

W filmiku 'Granat w meczecie we Francji' osoba stojąca obok Atora stwierdza, że wszyscy muzułmanie żyjący na Zachodzie 'siedzą na socjalu'. Kolejne przekłamanie z którym aż trudno dyskutować. Ator poprawia kolegę i stwierdza, że większość. Nie przedstawia jednak żadnych danych na ten temat, po prostu tak mu się wydaje.

Kompletny brak wiedzy

W filmiku 'Bratobójczy Jihad' Ator podaje 'nieprawdopodobną informację w którą początkowo sam nie mógł uwierzyć'. Jaka to informacja? Otóż dwie organizacje terrorystyczne, ISIS i talibowie, wypowiedziały sobie dżihad. Dla kogoś, kto zna się na temacie nie jest to ani nowość, ani nieprawdopodobna informacja. Ator tak opisuje w/w organizacje: 'dwie bardzo duże, bardzo majętne i bardzo wpływowe organizacje terrorystyczne, oczywiście arabskie'. W tym momencie wychodzi całkowity brak wiedzy autora; talibowie nie są absolutnie Arabami! Nawet ISIS nie jest etnicznie jednorodny. Ale żeby to wiedzieć należy posiadać choć odrobinę wiedzy. Używa także zwrotu 'oczywiście arabskie', ale chyba niewiele słyszał o niemuzułmańskich organizacjach terrorystycznych. Dalej mówi, że ISIS i talibowie to ci, którzy do tej pory chcieli zabijać głównie krzyżowców czy chrześcijan. Kolejna nieprawda bo przypomnę, że talibowie nie atakowali Zachodu. Niestety w dalszej części wypowiedzi Ator nadal nazywa oba ruchy arabskimi. W tym samym filmiku autor stwierdza, że ISIS jest zagrożeniem dla Europy - jej fizycznego istnienia! Aż tak daleko to nawet zwolennicy najgłupszych teorii spiskowych nie idą. Państwa zachodnie mogłyby z łatwością wyeliminować ISIS, ale nie jest to, póki co, w ich interesie. 'Możemy niedługo przestać istnieć, z wielu powodów, między innymi przez ISIS' stwierdza Ator. W dalszej części vloger mówi, że we Francji jest tak dużo muzułmanów, że mogą oni ją niedługo przejąć. O islamizacji Europy pisaliśmy tutaj. W drugiej części publikowanego materiału Ator stwierdza, że 'talibowie walczą o Afganistan nie od dziś. Wcześniej oni walczyli z Rosjanami'. Kolejny popis niewiedzy. Radziecka interwencja w Afganistanie skończyła się w 1989 roku, a ruch talibów powstał w 1994 roku. Cofneli się w czasie? Niekoniecznie, ale żeby to wiedzieć należy posiadać jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Po drugie to była radziecka interwencja, nie rosyjska.

Manipulacja

W filmiku 'Muzułmanin zabił Polkę za nieposłuszeństwo' Ator dokonuje manipulacji. Otóż sam tytuł już prowadzi nas do tezy, że wyznawca islamu zabił kobietę bo była mu nieposłuszna, a zrobił to z powodów religijnych. Bo przecież gdy w Polsce mąż zabija żonę (a takie przypadki się zdarzają) to nie natrafiamy na nagłówki typu 'chrześcijanin zabija Polkę' czy 'katolik zabił ateistkę'. Dlaczego? Bo gdy dochodzi do zbrodni niemotywowanej religijnie to nie wspomina się o wyznaniu kata czy ofiary. Jednak w przypadku muzułmanów zawsze się to zauważa. Sprytna manipulacja, którą stosuje też Ator, pisaliśmy o tym tutaj. W dalszej części filmiku vloger przytacza wypowiedź jednego z uczonych z Arabii Saudyjskiej o zakazie prowadzenia samochodu przez kobietę w tym kraju. Okazało się, że nie jest to wymóg religijny, ale kulturowy. Ja bym powiedział, że kulturowo-polityczny. Ale samo zauważenie przez Atora faktu mieszania kultury z religią oceńmy na plus. Niestety ginie on w morzu minusów...

 

CDN.

 

sobota, 27 czerwca 2015

Wczoraj cały świat obiegły tragiczne doniesienia o trzech krwawych zamachach dokonanych w trzech różnych miejscach. Ustalmy jednak, co wiemy na obecną chwilę i odpowiedzmy na kilka ważnych pytań.

terrorism

Co wiemy dziś?

1. Liczba ofiar we wszystkich trzech zamachach wynosi nie mniej niż 67 zabitych i 265 rannych:

- w ataku na hotel w Tunezji zginęło co najmniej 39 osób,

- w ataku na szyicki meczet w Kuwejcie zginęło co najmniej 27 osób,

- w ataku na zakłady gazowe we Francji zginęła jedna osoba.

2. Ataku dokonano na trzy ważne cele:

- szyitów, którzy dla Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych sunnickich ugrupowań terrorystycznych są heretykami, odszczepieńcami (zamach w Kuwejcie),

- amerykański obiekt na terenie zachodniego kraju (zamach we Francji),

- zachodnich turystów wypoczywających w kraju, który przekształcał się w państwo demokratyczne (zamach w Tunezji).

Bardzo ważny jest dobór celów; są to trzy różne cele, ale trzy niezwykle ważne cele dla sunickich ugrupowań terrorystycznych. Reprezentują one to, z czym owe grupy walczą i czego nienawidzą.

3. Jak dokonano zamachów:

- w Tunezji ostrzelano wypoczywających turystów z broni automatycznej,

- w Kuwejcie zamachowiec-samobójca wysadził się w meczecie podczas piątkowej modlitwy,

- we Francji dokonano wybuchu na terenie zakładów gazowych, obcięto głowę jednej osobie.

4. Kto dokonał zamachów:

- w Tunezji sprawcą okazał się obywatel tego kraju, student, nie wiadomo, czy miał pomocników, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie,

- nie wiadomo kto dokonał zamachu w Kuwejcie, ale była to jedna osoba. Do jego organizacji przyznała się organizacja Prowincja Nadżd, mająca związki z Państwem Islamskim. Wcześniej grupa przyznała się do zamachów na szyickie meczety w Arabii Saudyjskiej,

- nie wiadomo, ilu było sprawców zamachu we Francji; jedne źródła mówią o jednym sprawcy, inne o dwóch, jeszcze inne o kilku. Wiadomo jednak, że zatrzymano jednego ze sprawców i deklaruje on przynależność do Państwa Islamskiego.

5. Wśród ofiar nie ma Polaków.

6. Terroryści osiągnęli swój cel:

- turyści masowo uciekają z Tunezji, co spowodować może załamanie gospodarki i jeszcze pogłębić kryzys gospodarczy i zwiększyć (i tak bardzo wysokie) bezrobocie. Wpływy do budżetu z turystyki to aż 15%. Zatrzymanie demokratyzacji Tunezji, pogłębienie kryzysu i budowanie tam swojej rezydentury to bardzo ważny cel,

- przestraszyli świat zachodni i utwierdzili wielu w przekonaniu, że mamy do czynienia z wojną religijną, a o to terrorystom właśnie chodzi. Jest to oczywiście nieprawda, gdyż na zamachach najwięcej stracą muzułmanie i to oni są często celem terrorystów. Inwigilacja na ogromną skalę, stosowana przez Zachód, nie zdała egzaminu. Podobnie jak bombardowanie ośrodków terrorystów. Zachód walczy z terrorystami, ale nie z terroryzmem. Na miejsce jednego schwytanego/zabitego pojawiają się następni,

- zaatakowali jeden ze swoich głównych celów – szyitów, doprowadzając do jeszcze większej nienawiści pomiędzy tymi odłamami Islamu,

- pokazali całemu światu siłę Państwa Islamskiego, nawet jeśli to nie ono wydało decyzję o ataku. Liczy się przekaz medialny, bo terroryzm bez tego nie istnieje.

7. Nie wiemy, czy ataki były koordynowane z jednego ośrodka; mogło tak być, zważywszy na fakt, że dokonano ich w krótkich odstępach czasu tego samego dnia, wybierając trzy różne, ale niezwykle ważne cele. Z drugiej strony nie ma dowodów na jeden ośrodek decyzyjny i na tezę, że za wszystkimi trzema atakami stoi Państwo Islamskie. Mogły to być zamachy lokalnych komórek terrorystycznych, które czują się związane ideologicznie z PI.

 

piątek, 26 czerwca 2015

Coraz więcej młodych dziewczyn z zachodnich krajów wyjeżdża do Państwa Islamskiego. Najczęściej robią to wbrew rodzinie i po procesie rekrutacyjnym, który często odbywa się przez Internet. Jak wygląda proces werbowania? Dowiemy się tego sięgając po książkę Anny Erelle „Dżihadystka”.

Dihadystka418x600

  Aby poznać proces rekrutacyjny Państwa Islamskiego dziennikarka założyła fikcyjne konto na jednym z portali społecznościowych i przybrała nową tożsamość. Od teraz nazywa się Melodie. Po udostępnieniu na profilu filmu propagandowego dostaje wiadomość od jednego z bojowników Państwa Islamskiego, niejakiego Abu Bilela. Początkowo przerażona szybkością nawiązania kontaktu wchodzi w projekt. Szybko okazuje się, że nawiązała kontakt z wysoko postawionym dowódcą, który brał udział w wielu wojnach. Autorka od samego początku opisuje emocje, jakie jej towarzyszyły; kiedy zakładała fikcyjne konto i kiedy zaczęła wymieniać wiadomości z Bilelem. Melodie przedstawia się jako zagubiona dwudziestoletnia dziewczyna, która przeszła na Islam. Swoją wiarę ukrywa przed rodziną. W rzeczywistości jest dużo starsza i od lat pracuje jako dziennikarka. Specjalizuje się w tematyce Bliskiego Wschodu.

  Początkowo autorka wymienia wiadomości z Bilelem poprzez Facebooka, jednak on szybko proponuje przejście na Skype, gdyż chce zobaczyć jak Melodie wygląda. To już rodzi pewne ryzyko; po pierwsze Anna jest dużo starsza, po drugie groźny terrorysta będzie musiał zobaczyć jej twarz, a po trzecie każde nieprzemyślane słowo, każdy gest może zdradzić dziennikarkę. Bilel jednak tak bardzo nalega, że Anna nie ma innego wyjścia. Autorka zaopatruje się w niezbędny strój i zakłada kolejne fikcyjne konto, tym razem na Skype. W międzyczasie tworzy historię i profil psychologiczny Melodie, aby podczas rozmowy nie zaplątać się w sieć własnych kłamstw. Dochodzi do pierwszej rozmowy, gdzie obydwoje mogą się zobaczyć. Bilel jest zachwycony znajomością z Melodie i szybko proponuje jej narzeczeństwo i prosi, aby przyjechała do Syrii. Jednak rzeczywistym celem autorki jest wydobycie od terrorysty jak najwięcej informacji o sytuacji w Państwie Islamskim. W trakcie kolejnych rozmów Bilel oficjalnie prosi o rękę i ponownie namawia do wyjazdu.

  Rozmowy dotyczą najróżniejszych spraw; często Bilel zwierza się Melodie ze swoich pragnień seksualnych; wylicza zalety europejskich konwertytek nad Syryjkami.

„(...) - Jak to „my, nawrócone, jesteśmy bardziej otwarte”?

  • Wiesz, o co chodzi...

  • - Nie.

  • Jesteście bardziej zalotne, rozumiesz, co mam na myśli...

  • Wciąż nie rozumiem...

  • Gdy jesteście sam na sam z mężem, macie bujniejszą wyobraźnię.

  • Czy „bujniejsza wyobraźnia” w takich intymnych sprawach nie jest haram?

  • Kiedy jesteś z mężem sam na sam, robisz, co chcesz. Jesteś mu oddana. Ale tylko jemu. Masz robić wszystko, o co cie poprosi. Pod sitarem i burką możesz nosić, co tylko zechcesz. Pasy do pończoch, ponętną bieliznę, wszystko, co podoba się twojemu mężowi...Lubisz ładną bieliznę, kochanie?”

  Oprócz komplementów, jakie Bilel kieruje w stronę Melodie, sam nie szczędzi ich sobie. Twierdzi, że wiele kobiet zabiega o jego względy i wielu musiał już odmówić. Autorka nazywa go „dżihadystą-podrywaczem”. Zarzeka się także, że nie ma żony. Podczas jednej z rozmów terrorysta proponuje Melodie małżeństwo i od tej pory uważa ją za swoją żonę. Stwierdza, że zajął się już wszystkimi formalnymi kwestiami dotyczącymi tego aktu i wystarczy, że dziewczyna przyjedzie do Syrii, by żyć w boku męża.

  Cały projekt i gra, jaką prowadzi Anna zaczynają coraz bardziej odbijać się na jej życiu prywatnym. Przyjaciele i współpracownicy wielokrotnie upominają ją o niebezpieczeństwie, na jakie się naraża. W dodatku sprawa odbija się na jej związku. Targają ją emocje; od politowania do nienawiści. Jednak Anna nie chce zakończyć projektu.

  Decyduje się kontynuować grę i zgadza się na wyjazd do Syrii. Bilel udziela jej wszystkich wskazówek, jak ma wydostać się niezauważona spod opieki matki i jaką trasą dotrzeć do niego. W ostatnich dniach przed podróżą rozmowy koncentrują się już głównie na trasie i sposobie dotarcia do celu. Terrorysta prosi Melodie o drobne zakupy; między innymi o kupno dla niego oryginalnych perfum. Plan jest stosunkowo prosty: z Francji Melodie ma się udać do Holandii, a stamtąd do Turcji. Ostatnia część planu, czyli przekroczenie granicy turecko-syryjskiej, ma być najprostsza i zadbać o to mają współtowarzysze jej „męża”. Dziennikarka podejmuje grę i wyjeżdża do Amsterdamu. Tam kontaktuje się z Bilelem, który jest bardzo zadowolony i podniecony na myśl o jej przybyciu. Chwali ją za odwagę i przekonuje o swojej miłości. Kolejnym etapem podróży ma być Stambuł, gdzie na Melodie czekać mają wspólnicy Bilela. Tam ma się zakończyć projekt; dziennikarka wraz z fotografem rzeczywiście polecą do Turcji, jednak po to, aby uwiecznić wspólników terrorysty. Do żadnego spotkania nie dojdzie. Później ich celem ma być przygraniczne Kilis, gdzie już jako oficjalni dziennikarze chcą przeprowadzić kilka wywiadów i opisać atmosferę miasta. Stamtąd wyśle do „męża” ostatnią wiadomość w której oznajmi, że ktoś musiał na nią donieść i nie pozwolono jej wylecieć do Turcji. Jest śledzona i wraca do Francji, przynajmniej na jakiś czas. Jednak absolutnie nic nie potoczyło się zgodnie z planem... Co się wydarzyło? Jak zakończył się projekt? Czy Bilel dowiedział się o prowokacji? Dowiecie się z książki Anny Erelle „Dżihadystka. Relacja z wnętrza komórki rekrutacyjnej Państwa Islamskiego”.

  Bardzo lubię książki opisujące organizacje terrorystyczne od środka. Są to bardzo cenne relacje, gdyż pochodzą od osób bezpośrednio zaangażowanych, uczestniczących w danej grupie i znających jej członków. Annie Erelle udało się dotrzeć do jednego z członków Państwa Islamskiego, który, jak się później okazało, był wysokim dowódcą, mającym pod sobą wielu ludzi. Mówiono, że to prawa ręka przywódcy PI. Opisana przez nią historia pokazuje, jakie techniki stosują terroryści, aby zachęcić młode dziewczyny do przyjazdu na tereny objęte wojną. Projekt odpowiada na wiele pytań, pokazuje również sposób myślenia członków PI. Jest to cenna relacja, która potwierdza to, co wielu podejrzewało. I jest to chyba jedyna tak szczegółowo opisana relacja z człowiekiem, który rzeczywiście należy do PI, a co więcej zajmuje tam wysokie stanowisko. Z książki możemy się dowiedzieć jak wygląda proces rekrutacji z samego źródła, a nie z opowiadań rodziców, znajomych, czy nawet samych dziewczyn, które w ostatniej chwili schwytano.

  Książkę warto przeczytać również dlatego, że problem jest bardzo poważny. Praktycznie każdy kraj Europy Zachodniej doświadczył go na własnej skórze. W lutym w Londynie z domu uciekły trzy nastolatki: dwie piętnastolatki i jedna szesnastolatka. Wyszły rano z domów i udały się na lotnisko, skąd poleciały do Stambułu. Tam ślad po nich zaginął. Prawdopodobnie chciały dołączyć do swojej koleżanki, która trzy miesiące wcześniej uciekła z domu i znalazła się na terenach PI. To tylko jeden z przykładów...

  W tym miejscu należy wspomnieć o innym dziennikarzu, Antonio Salasie, który także próbował przeniknąć do organizacji terrorystycznych. Jego historię możecie znaleźć na blogu.

  Książka nie jest jednak bez wad. Przede wszystkim opisuje jedynie skrawek procesu rekrutacyjnego; jest to relacja tylko z jedną osobą. Nie jest to opis całego systemu pozyskiwania nastoletnich dziewczyn z Zachodu, a jedynie próby zmanipulowania młodej Francuski przez jednego z bojowników PI. Drugim minusem książki jest zbyt rozległy opis emocji, jakie towarzyszyły autorce podczas realizacji projektu i jej problemy ze współpracownikami i partnerem. Trzecim brak jakichkolwiek zdjęć; chociażby autorki przebranej w muzułmański strój (oczywiście z zakrytym wizerunkiem) czy pokoju w którym odbywały się tajne rozmowy z Bilelem. Czwartą wadą jest oczywiście sposób komunikacji z terrorystą; obywa się on jedynie wirtualnie. Wszystkie rozmowy odbywają się poprzez portal społecznościowy, później poprzez Skype. Autorka nie spotkała się osobiście z żadnym z pośredników, nie mówiąc już o spotkaniu z Bilelem. Mimo prób, nie udało się jej również dotrzeć do innych żon, które chciały udać się do Państwa Islamskiego. Podobnie było w przypadku Antonio Salasa, któremu nie udało się dotrzeć do znaczących postaci świata terroryzmu. Dlatego o wiele ciekawsze są historie ludzi, którzy faktycznie działali w ramach takich struktur, a później je opuścili. Chociażby Morten Storm, którego relację możecie znaleźć na blogu.

  Mimo wad zdecydowanie polecam książkę wszystkim, którzy zainteresowani są tematyką terroryzmu. Bo jest to niezwykle ciekawa historia z jeszcze bardziej niezwykłym zakończeniem. Z premedytacją nie podałem go tutaj, gdyż warto, aby każdy sam odkrył, jak ta historia się potoczyła. I jakie są dalsze losy jej bohaterów.  

piątek, 22 maja 2015

...i które warto polecić innym. 

sokol

Nie jestem wielbicielem beletrystyki i rzadko sięgam po tego typu książki. Zdecydowanie bardziej cenię literaturę faktu. I głównie takie książki będą tu recenzowane i mniej lub bardziej polecane. Nie znaczy to, że nie będzie wyjątków. "Wędrowny sokół" należy właśnie do takich wyjątków...

"Wędrowny sokół" to zbiór opowiadań, których elementem łączącym jest postać Tor Baza; przyglądamy się jego życiu w różnych jego etapach. Poznajemy okoliczności jego przyjścia na świat i późniejsze życie, w którym jest informatorem władz, przewodnikiem czy handlarzem. Miejsce fabuły jest niezwykłe; to irańsko-pakistańsko-afgańskie pogranicze, zamieszkiwane przez wiele ludów, plemion i klanów, kierujących się własnym kodeksem honorowym. Tutaj zasady są jasne i stanowią świętość dla wszystkich, a za ich złamanie grozi śmierć. Surowość klimatu i brak jakichkolwiek udogodnień, proste i ciężkie życie stworzyło ludzi niezwykle twardych i honorowych. Także czas akcji ma tutaj ogromne znaczenie, gdyż honorowe i wolne plemiona stają w obliczu zwierzchności władz państwowych. Zmiana dotychczasowego trybu życia oznacza dla nich powolną śmierć, zarówno pod względem ich dorobku kulturowego, jak i niekiedy śmierć biologiczną. Poznajemy, oprócz głównego bohatera, także wiele innych niezwyczajnych, a przede wszystkim niezwykle ciekawych postaci. Wszystko to opisane jest w baśniowej tonacji, ale co niezwykle ważne autor nie idealizuje bohaterów. "Wędrownego sokoła" polecam każdemu!

(...) Kiedy posadzili przed nim chłopca, starzec zwrócił ku niemu swe niewidzące oczy. 

- Przestań płakać, synu - powiedział. - To źle, kiedy Beludża, nawet dziecko, płacze.

Chłopiec zamilkł natychmiast. 

- Istnieje jeszcze jeden ważny powód, żebyś nie płakał - dodał Roza Chan głosem dobrotliwym i jednocześnie surowym. - Płacz w człowieku jest jak miód w garnku. Miód przyciąga muchy, a płacz przyciąga kłopoty. Powiedz mi, skąd się tu wziąłeś?(...)

Kilka słów o autorze. Jamil Ahmad urodził się w 1933 roku w Dźalandharze. Jako urzędnik pakistańskiej służby cywilnej pracował głównie w Północno-Zachodniej Prowincji Granicznej i w Beludżystanie. Pełnił funkcję agenta politycznego (z ramienia rządu w Islamabadzie zarządzającego terytoriami plemiennymi) w Kwetcie, Chagai, Chajberze i Malakandzie, a następnie komisarza w Dera Ismail Khan i Swacie. Skończył karierę w rządzie na stanowisku naczelnego sekretarza Baludżystanu. Jest autorem tylko jednej książki, "Wędrownego sokoła", którą wydał w wieku 79 lat. Od tej pory uważany jest za największego pakistańskiego pisarza tworzącego po angielsku. Zmarł w lipcu 2014 roku.

środa, 13 maja 2015

...i które warto polecić innym. 

 

Historia Mortena Storma, który jako zbuntowany nastolatek, członek gangu motocyklowego uwielbiał życie na krawędzi, alkohol, narkotyki, bójki i towarzystwo kobiet. Takie życie szybko doprowadziło go do zatargów z prawem, a w konsekwencji do więzienia. Po odbyciu kary Morten przechodzi jednak przemianę duchową i staje się żarliwym wyznawcą islamu, w jego radykalnej formie.  Zmienia imię na Murad, odstawia alkohol i narkotyki, odsuwa się od dawnych znajomych i zaczyna prowadzić życie gorliwego muzułmanina. Wyjeżdża do Londynu, gdzie poznaje innych wyznawców islamu, między innymi Mahmuda al-Tajjiba; proponuje on "nowemu bratu" studiowanie w Jemenie. Tam Morten poznaje autentyczną postać islamu. I również tam poznaje innych gorliwych wyznawców, zgłębia teologiczne aspekty, słucha wykładów dotyczących religii, ale i polityki. Morten na dobre zamienia się w Murada; staje się (jak sam o sobie mówi) dżihadystą i chce walczyć z niewiernymi. Swojemu pierwszemu synowi daje na imię Osama. Szybko poszerza grono znajomych radykałów, by w końcu dotrzeć do jednego z liderów Al-Kaidy w Jemenie Anwara al-Awlakiego, z którym łączy go szczera przyjaźń. Wszystko do czasu...kolejnej przemiany Storma. Porzuca on islam i zaczyna współpracować z duńskim wywiadem, później także z brytyjskimi MI5 i MI6 oraz z amerykańską CIA. Dzięki niemu zachodnie służby wytropiły wielu niebezpiecznych terrorystów, odkryły związki łączące poszczególne organizacje terrorystyczne i zapobiegły wielu zamachom.

(...) z racji swoich znajomości z najsławniejszymi radykałami ze świata arabskiego szybko zdobyłem popularność. Islamistyczna rewolta w Iraku zdopingowała nas i dostarczyła forum radykalnemu kaznodziei Omarowi Bakriemu Mohammedowi, a ten wiedział, jak porwać tłum. Po raz pierwszy usłyszałem go wiosną 2004 roku w małym domu kultury na Woodland Avenue, gdzie zbierali się jedni z najbardziej wojowniczo usposobionych muzułmanów w Luton. Sala była wypełniona po brzegi. Młodzi brodaci mężczyźni ubrani w charakterystyczne dla talibów szarawary zasiedli w rzędach krzeseł, spowite w czerń kobiety stały w odosobnieniu z tyłu sali(...)

(...) po jakimś czasie Awlaki zaczął wygłaszać u mnie wykłady skierowane do naszej małej grupy mówiących po angielsku ekstremistów(...) Wizyty Awlakiego były dla mnie zaszczytem, ale i on sam dobrze czuł się w naszym towarzystwie(...)

Książka jest warta przeczytania; możemy poznać funkcjonowanie organizacji terrorystycznych od środka, a także życie samych terrorystów. Dowiemy się jak wyglądają stosunki i komunikacja między różnymi organizacjami oraz w jaki sposób zdobywają pieniądze. Poznamy także osobistą relację człowieka, który najpierw był pospolitym przestępcą, później muzułmańskim radykałem, by w końcu stać się informatorem zachodnich służb. A na końcu odwrócić się także od nich...Czy Morten Storm miał wyrzuty sumienia zdradzając swoich niedawnych przyjaciół? Co spowodowało, że porzucił on islam i rozpoczął współpracę z wywiadem? I w końcu dlaczego zdecydował się to wszystko opisać? Dowiecie się podczas lektury. Bardzo polecam!

czwartek, 19 lutego 2015

Po ostatnich wydarzeniach we Francji w Europie rosną nastroje antyislamskie. Te niewątpliwie okropne wydarzenia wytworzyły atmosferę strachu i nieufności w stosunku do wszystkich wyznawców islamu oraz stworzyły grunt pod działania wszelkiego rodzaju aktywistów i działaczy antyislamskich. Przez Europę przetoczyła się fala nienawiści, nierzadko skutkując agresją w stosunku do muzułmanów. Jak to jest naprawdę z islamskim terroryzmem? Zagraża nam w tak dużym stopniu, jak twierdzą niektórzy? I czy każdy muzułmanin to terrorysta? A może każdy terrorysta to muzułmanin?

Atak na redakcję francuskiego tygodnika Charlie Hebdo był relacjonowany przez niezliczoną ilość mediów z całego świata. Media w Europie, także w Polsce, poświęciły mu pierwsze strony najpoczytniejszych gazet i ogrom czasu telewizyjnego i radiowego. Odbył się marsz z udziałem wielu światowych przywódców. O zamachu słyszał każdy. Także o sprawcach – islamskich terrorystach. I niestety wielu od razu utożsamiło wszystkich wyznawców islamu z tymi, którzy ów zamach przeprowadzili. Zbadajmy jednak rzeczywisty udział terroryzmu islamskiego na tle wszystkich ataków terrorystycznych, jakie miały miejsce w Europie.

W ciągu ostatnich kilku lat w Europie dokonano kilkuset zamachów terrorystycznych. W 2009 roku dokonano 294 zamachów, z czego tylko jeden był motywowany religijnie. W 2010 roku dokonano ich aż 249, z czego tych motywowanych religijnie było raptem 3. W 2011 roku dokonano 174 zamachy terrorystyczne, ale ani jednego o podłożu religijnym. Rok później dokonano 219 zamachów, w tym 6 motywowanych religią. W 2013 roku w Europie dokonano 156 zamachów terrorystycznych, w tym 2 motywowane religijnie. Muzułmańscy radykałowie odpowiadają za około 2% zamachów terrorystycznych, jakie miały miejsce w Europie w ciągu ostatnich kilku lat. Niewiele. Wszyscy jednak o nich słyszeliśmy.

Za największą liczbę zamachów terrorystycznych w Europie odpowiadają organizacje separatystyczne, takie jak np. IRA czy ETA. Na drugim miejscu są organizacje antysystemowe, anarchistyczne.

Odcienie terroru

Wielu nie pamięta, lub po prostu nie wie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu Europę zżerało piętno terroryzmu na ogromną skalę. I to absolutnie nie w wykonaniu muzułmańskich radykałów. Co więcej, niewielu zdaje sobie sprawę, że współczesny islamski terroryzm i metody, jakimi dzisiaj się posługuje to zjawisko bardzo młode. Ale od początku...

Według Davida Rapoporta istnieją cztery fale terroryzmu, definiowane jako cykle aktywności grup terrorystycznych. Każda z fal jest odpowiednio uwarunkowana, co wyróżnią ją spośród pozostałych. Pierwsza fala terroryzmu, anarchistyczna, trwała od 1879 do 1914 roku. Druga, antykolonialna, trwała od 1918 do końca lat 60. Trzecia, nowolewicowa, od lat 60. do końca lat 80. I ostatnia, czwarta fala, zdominowana przez fundamentalizm religijny trwa od 1979 roku. To właśnie w okresie tej ostatniej fali możemy mówić o zjawisku, jakim jest współczesny islamski terroryzm.

Pierwszą falę zdominował terroryzm anarchistyczny, który swoją główną aktywność wyrażał właśnie pod koniec XIX wieku, aż do początku I wojny światowej. Druga fala to terroryzm antykolonialny, ale równie dobrze można go nazwać separatystycznym, gdyż tutaj prym wiodło wiele organizacji separatystycznych i nacjonalistycznych. Chociażby żydowska organizacja Irgun, która w 1946 roku przeprowadziła zamach terrorystyczny na Hotel Króla Dawida w Jerozolimie, gdzie mieściło się dowództwo brytyjskich wojsk w Palestynie. Zginęło 91 osób, 45 zostało rannych. W tym cyklu nie można pominąć także algierskiej wojny o niepodległość, podczas której stosowanie terroryzmu było zjawiskiem powszechnym. Trzecia fala, nazwana nowolewicową, rozpoczęła się mniej więcej w drugiej połowie lat 60. XX wieku. Nazwana tak z powodu orientacji politycznej głównych organizacji terrorystycznych działających w tym okresie. Wyróżniamy tu między innymi Frakcję Czerwonej Armii, organizację działającą od początku lat 70. w Niemczech Zachodnich. Grupa odpowiedzialna jest za wiele zamachów terrorystycznych, porwań, morderstw, podpaleń, napadów na banki. Wśród nich można wymienić: atak bombowy w Heidelberg na kwaterę główną armii amerykańskiej w Europie w maju 1972 roku (zginęło 3 żołnierzy), zajęcie ambasady RFN w Sztokholmie w kwietniu 1975 roku (zginęło 2 dyplomatów), zastrzelenie prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka oraz jego kierowcy i jednego urzędnika prokuratury w kwietniu 1977 roku, porwanie i następnie zamordowanie Hannsa Martina Schleyera oraz 3 policjantów. Wspomnieć należy także o włoskich Czerwonych Brygadach, organizacji utworzonej w październiku 1970 roku i mającej na celu obalenie systemu kapitalistycznego. Grupa odpowiedzialna jest za wiele zamachów, porwań i morderstw. Ich najgłośniejszą akcją było porwanie, a następnie zamordowanie Aldo Moro, byłego pięciokrotnego premiera Włoch.

Ówczesne palestyńskie organizacje terrorystyczne, działające również na terenie Europy, także zaliczyć możemy do trzeciej fali, gdyż ich charakter ideologiczny był wyraźnie lewicowy. Aktywne organizacje tego okresu z pewnością z fundamentalizmem islamskim nie miały nic wspólnego. Do najważniejszych grup należał Fatah, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny czy Czarny Wrzesień. Ten ostatni odpowiedzialny jest za porwanie i w konsekwencji zabicie izraelskich sportowców podczas olimpiady w Monachium w 1972 roku. Warto dodać do listy słynnego terrorystę Ilicha Ramíreza Sáncheza, zwanego Szakalem, odpowiedzialnego za szereg zamachów terrorystycznych na terenie Europy.

Do trzeciej fali zaliczamy również organizacje separatystyczne, takie jak IRA czy ETA. Ta pierwsza powstała w 1916 roku, ale jej współczesne oblicze w postaci terroru nadeszło w latach 70. Organizacja odpowiedzialna jest za niezliczone zamachy terrorystyczne, morderstwa, podpalenia. Wśród nich 22 zamachy bombowe w ciągu tylko jednego dnia w Belfaście w 1972 roku (zginęło 9 osób), zamachy bombowe w dwóch barach w Birmingham w 1974 roku (zginęło 21 osób), zamach bombowy w koszarach brytyjskich w Newry w 1976 roku (zginęło 8 żołnierzy), zamach bombowy w Warrenpoint w 1979 roku (zginęło 18 żołnierzy), zamach bombowy na konferencji brytyjskiej Partii Konserwatywnej w Brighton w 1984 roku (zginęło 5 osób, premier Margaret Thatcher została ranna), zamach bombowy w Omagh w 1998 roku (zginęło 31 osób). ETA (Baskonia i Wolność) powstała w 1959 roku i od początku swojego istnienia dokonywała aktów terroru, takich jak zamachy bombowe, zabójstwa, porwania, podpalenia. Wśród nich m.in. zabicie hiszpańskiego premiera Luisa Carrero Blanco w 1973 roku, zamach bombowy na centrum handlowe w Barcelonie w 1987 roku (zginęły 22 osoby), zamach bombowy na osiedlu w Saragossie (zginęło 11 osób), zamach na lotnisko w Madrycie w 2006 roku (zginęły 2 osoby), zabicie socjalistycznego polityka Isaiasa Carrasco w 2008 roku. Łącznie działalność ETA pociągnęła za sobą ogromną liczbę ofiar – zginęło ponad 800 osób, z czego 482 ofiary to wojskowi i policjanci a 343 to cywile.

Czwartą falę zdominował fundamentalizm religijny. I co bardzo ważne, nie tylko islamski, ale również chrześcijański i żydowski. Do tego dodać należy działalność różnego rodzaju sekt, na przykład sekty Aum (Najwyższa Prawda), która w 1995 roku dokonała w tokijskim metrze zamachu przy pomocy sarinu. Zginęło wówczas 12 osób, a aż 6 tys. odniosło poważne obrażenia. Do przykładów terroryzmu żydowskiego zaliczyć możemy Barucha Goldsteina, żydowskiego fanatyka, który w 1994 r. otworzył ogień do muzułmanów modlących się w Grocie Patriarchów w Hebronie zabijając 29 osób czy zabójstwo premiera Izraela Icchaka Rabina przez żydowskiego fanatyka religijnego w listopadzie 1995 roku. Przykładem terroryzmu motywowanego chrześcijańskim fundamentalizmem jest zamach bombowy na budynek federalny w Oklahoma City z 19 kwietnia 1995 roku. Dokonał go skrajnie prawicowy, chrześcijański aktywista Timothy McVeigh. Zginęło wówczas 168 osób, w tym 19 dzieci, a ponad 680 osób zostało rannych. I oczywiście warto tu dodać Andersa Behringa Breivika, który w imię swoich antyislamskich poglądów zamordował 69 osób na wyspie Utoya (w większości młodzież, najmłodsza ofiara miała 14 lat) i 8 osób w Oslo. Zresztą przemoc wymierzona w muzułmanów, niekiedy przeradzająca się w terroryzm antyislamski nie jest czymś nowym w Europie. Przypominam, że w 2013 roku mieliśmy do czynienia z serią zamachów bombowych na meczety w Wielkiej Brytanii, pod koniec 2014 roku natomiast z podpaleniami meczetów w Szwecji. W październiku 2013 roku podpalono meczet w Gdańsku, zaś w czerwcu następnego roku sprofanowano meczet w Kruszynianach. Także terroryzm neonazistowski czy skrajnie prawicowy niejednokrotnie pokazał swe oblicze w Europie; wśród organizacji wymienić można między innymi Organizacja Tajnej Armii (OAS), Ordine Nuovo (Nowy Ład), przekształcone później w Ordino Nero (Czarny porządek), Movimiento di Azione Rivoluzionaria (Ruch Akcji Rewolucyjnej), Combat 18, National Socialist Movement. David Copeland, jeden z działaczy tej ostatniej grupy, odpowiada za serię ataków bombowych w Londynie w 1999 roku. Zginęły wówczas 3 osoby, a ponad 100 zostało rannych.

Podsumowanie

Jak wynika z wyżej przedstawionej (krótkiej, ale ukazującej problem) analizy terroryzm przyjmuje różne oblicza i przez dziesiątki lat dotykał Europę swym wcale nie islamskim odcieniem. Nawet obecnie, w czwartej fali terroryzmu, terroryzm islamski nie dominuje w Europie; muzułmańscy radykałowie odpowiadają za około 2% zamachów terrorystycznych, jakie miały tu miejsce w ciągu ostatnich kilku lat. Mimo to wszyscy słyszeliśmy o każdym z zamachów przeprowadzonych przez fundamentalistów islamskich; tego typu incydenty są wszechobecne w prasie, telewizji, radiu, internecie. Są wszędzie. Stąd wielu ludzi utożsamia wszystkich wyznawców Islamu z terrorystami. Skoro w telewizji mowa o muzułmanach tylko w kontekście terroryzmu, to „zwykły” obywatel ma już zakodowane: muzułmanin=terrorysta. Ten „zwykły” obywatel nie słyszy jednak głosów sprzeciwu wobec terroru wygłaszanych przez społeczności muzułmańskie, nie słyszy potępienia zamachowców przez wszystkie najważniejsze autorytety religijne, najważniejsze islamskie organizacje międzynarodowe, jak i te lokalne. Tego media nie pokazują, bo w tym nie ma sensacji i tego widz nie chce oglądać. Ale takie przedstawianie sprawy ma poważne konsekwencje; wzrost nastrojów antyislamskich w Europie bardzo często skutkuje realnymi aktami przemocy wobec muzułmanów. Dlatego media nie powinny dziwić się zabójstwom muzułmanów, podpaleniom meczetów, niszczeniu ośrodków muzułmańskich.

Mówi się, że nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin. Czy terroryści Frakcji Czerwonej Armii tacy jak Andreas Baader czy Ulrike Meinhof to muzułmanie? Czy terroryści Czerwonych Brygad tacy jak Renato Curcio czy Giorgio Semeria to muzułmanie? Czy terroryści z IRA lub ETA to muzułmanie? A może David Copeland lub Anders Breivik to muzułmanie?

 

środa, 13 sierpnia 2014

Jest młoda, uśmiechnięta, energiczna, nie stroni od kolorowych ubrań, okularów marki Ray Ban czy smartfona. Gdy wita się z mężczyznami podaje im dłoń. Zna język angielski; przez pięć lat chodziła zresztą do angielskiej szkoły, podczas gdy jej ojciec robił tam doktorat z historii. Ma czteroletnią córeczkę i mimo młodego wieku jest już po rozwodzie. Kim jest Isra al-Modallal?

Isra al-Modallal jest rzecznikiem prasowym Islamskiego Ruchu Oporu, czyli Hamasu, organizacji uznanej przez państwa zachodnie za terrorystyczną. Isra urodziła się w Egipcie, ale dorastała w Gazie. W Anglii spędziła pięć lat; jej ojciec, obecnie profesor historii, robił tam wówczas doktorat. Ona w przeciwieństwie do rodzeństwa wróciła do Gazy. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Islamskim w Gazie. Następnie podjęła pracę w lokalnej stacji telewizyjnej. W tym czasie Hamas już dwukrotnie proponował jej posadę rzecznika, jednak Isra dwukrotnie odmówiła. W końcu jednak podjęła wyzwanie i zgodziła się obejmując to stanowisko jako pierwsza kobieta. Isra nie we wszystkim zgadza się z Hamasem, dlatego nie wypowiada się tam, gdzie ma inne zdanie. Jak sama mówi przede wszystkim chce się skupić na ochronie praw człowieka i pomóc w osiągnięciu pokoju. Z pewnością zrealizowała już jeden cel – poprawiła medialny wizerunek Hamasu. Czas pokaże, co z kolejnymi.

 

wtorek, 15 lipca 2014

Połowa roku za nami. Przyjrzyjmy się zatem zmianom, jakie dokonały się na szczytach władzy w krajach związanych tematycznie z blogiem.

 

Bangladesz

Kontrowersyjne wybory w Bangladeszu odbyły się 5 stycznia. Bojkotowane przez część opozycji, przebiegające w cieniu powszechnej przemocy, protestów i zamieszek. Wygrała partia Awami League (Liga Ludowa).

 

Libia

W Libii mieliśmy do czynienia z wyborami do Zgromadzenia Konstytucyjnego, które odbyły się 20 lutego. Wybory miały wyłonić skład, który odpowiedzialny będzie za stworzenie nowej konstytucji. Odbyły się w cieniu przemocy i terroru, w wielu miejscach wyborcy nie mogli oddać głosów. Z tego powodu (oraz bojkotu) wyłoniono jedynie 47 członków Konstytuanty (formalnie istnieje 60 miejsc).

 

Afganistan

W Afganistanie śledziliśmy wybory prezydenckie. Odbyły się one 5 kwietnia. Pierwsza tura nie wyłoniła jednak zwycięzcy, a więc do kolejnej przeszło dwóch kandydatów: Abdullah Abdullah (w pierwszej turze zdobył 45%) i Ashraf Ghani Ahmadzai (blisko 32%). Drugą turę przeprowadzono 14 czerwca. Abdullah szybko zarzucił oszustwo i ostrzegł, że nie uzna wyników. W ostateczności obaj kandydaci zgodzili się respektować wyniki wyborów. Poznamy je 22 lipca.

 

Algieria

 

Wybory prezydenckie w tym kraju odbyły się 17 kwietnia. Wygrał je po raz czwarty z rzędu Abdelaziz Buteflika zdobywając blisko 82%. O fotel prezydenta ubiegało się sześciu kandydatów, w tym jedna kobieta. Drugie miejsce zajął Ali Benflis. Frekwencja wyniosła 51,7%.

 

Irak

 

Wybory parlamentarne w Iraku odbyły się 30 kwietnia. Wybierano członków 328-osobowego parlamentu. Najwięcej miejsc zdobyła szyicka koalicja Państwo Prawa premiera Nuriego al-Malikiego (State of Law Coalition).

 

Egipt

 

W Egipcie mogliśmy obserwować wybory prezydenckie, które odbyły się w dniach 26-28 maja. Do wyścigu o fotel prezydenta stanęło dwóch kandydatów: Abd al-Fattah as-Sisi i Hamdin Sabahi. Z wynikiem  blisko 97% wybory wygrał as-Sisi. Frekwencja wyniosła 47,7%.

W dniach 14-15 stycznia przeprowadzono w Egipcie również referendum konstytucyjne. Celem była akceptacja społeczeństwa dla projektu konstytucji. Wyniki ogłoszono 18 stycznia; ponad 98% opowiedziało się za projektem ustawy zasadniczej.

 

Syria

 

Wybory prezydenckie w ogarniętej wojną domową Syrii odbyły się 3 czerwca. O trzecią kadencję ubiegał się Baszar al-Asad, ale do walki stanęło również dwóch innych kandydatów: Hassan al-Nouri i Maher Hadżdżar. Wynik głosowania był oczywiście z góry przesądzony, ale podajmy oficjalne wyniki: al-Asad zdobył ponad 88%, al-Nouri niewiele ponad 4%, a Hadżdżar niewiele ponad 3%.

 

Izrael

 

W Izraelu prezydent jest wybierany przez parlament. Wybory prezydenckie w tym kraju odbyły się 10 czerwca. Do drugiej tury przeszli: Reuven Rivlin i Meir Sheetrit. W ostatecznym głosowaniu zwyciężył Reuven Rivlin zdobywając 63 głosy, czyli o dziesięć więcej niż konkurent. 27 lipca zastąpi dotychczasowego prezydenta.

  

Indonezja

 

W przypadku tego kraju mogliśmy obserwować wybory prezydenckie, jak i parlamentarne. W przypadku tych pierwszych (odbyły się 9 lipca) mogliśmy obserwować starcie byłego generała Prabowa Subianto z reprezentantem „zwykłych” ludzi Joko Widodo. Były to trzecie wybory prezydenckie, w których obywatele głosowali bezpośrednio. Po zakończeniu głosowania obaj kandydaci ogłosili swoje zwycięstwo. Oficjalne wyniki poznamy dopiero 22 lipca. 9 kwietnia rozpoczęły się w Indonezji wybory parlamentarne. Wygrała Demokratyczna Partia Indonezji – Walka (Partai Demokrasi Indonesia Perjuangan, PDI–P).

poniedziałek, 19 maja 2014

25 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Dzień później do urn wyborczych udadzą się Egipcjanie, aby wybrać prezydenta. Czy egipskie wybory mają jakikolwiek sens i kto ma największe szanse je wygrać?



Wybory prezydenckie w Egipcie odbędą się w dniach 26-27 maja. Ich wynik poznamy już na początku czerwca, chyba że dojdzie do drugiej tury. Wówczas wynik ma być znany 26 czerwca. Rejestracja kandydatów rozpoczęła się 30 marca 2014 roku i trwała do 20 kwietnia 2014 roku. Do boju o fotel prezydenta stanęło jedynie dwóch kandydatów: Abd el-Fatah es-Sisi oraz Hamdin Sabahi.

Długa droga

Mohammed Mursi, wcześniejszy demokratycznie wybrany prezydent, został obalony 3 lipca 2013 roku. Tym samym uchylono konstytucję z grudnia 2012 roku, a władzę w kraju przejęła junta wojskowa. Na stanowisko prezydenta ustawiła ona prezesa Sądu Konstytucyjnego Adliego Mahmuda Mansura. Tak zaczęła się rozprawa z Bractwem Muzułmańskim i rządy wojskowych. Mursiemu postawiono szereg zarzutów m.in. podżeganie do przemocy i do zabójstwa czy spiskowanie z zagranicznymi organizacjami w celu przeprowadzenia aktów terroru, przekazywanie organizacjom tajemnic państwowych oraz szkolenie ich członków. Wszystko to miało zagrażać bezpieczeństwu Egiptu. Owe organizacje to Hamas i Hezbollah. Ale to nie wszystko – byłemu prezydentowi zarzucono także zabójstwo policjantów podczas ucieczki z więzienia (początek wystąpień ludności przeciwko Mubarakowi) oraz obrazę sądu. Grozi mu kara śmierci. Podobny los spotkał jego zwolenników i współpracowników; zamknięto stacje telewizyjne i radiowe związane z Braćmi, gazety i ośrodki kulturalne czy religijne. Rozpoczęły się masowe aresztowania, które przybrały tak ogromny wymiar, że interweniowała w tej sprawie wysoka komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Navi Pillay. Egipska ulica doświadczyła starć zwolenników i przeciwników Mursiego, podczas których ginęli ludzie.

9 lipca 2013 roku premierem Egiptu został Hazim al-Biblawi. Kilka dni później ogłoszono skład nowego rządu; ministrem obrony oraz wicepremierem został Abd el-Fatah es-Sisi. Wówczas ogłoszono, że wybory parlamentarne zostaną przeprowadzone w ciągu trzech miesięcy od uchwalenia nowej konstytucji. Ustawa zasadnicza miała zostać najpierw zaakceptowana w referendum, które planowano na 14-15 stycznia 2014 roku. W ciągu sześciu miesięcy od uchwalenia konstytucji miały odbyć się również wybory prezydenckie.

Starcia zwolenników i przeciwników Mursiego stały się w tym okresie normą. W sierpniu 2013 roku rząd wprowadził stan wyjątkowy i godzinę policyjną w 11 prowincjach. Był to efekt rozprawy ze zwolennikami Bractwa Muzułmańskiego, którzy utworzyli obozy demonstracyjne. Do akcji zniszczenia obozów wysłano siły bezpieczeństwa, ale również i buldożery oraz śmigłowce. Skutkiem była śmierć ponad 600 osób, głównie cywili. Rannych zostało ponad 4 tysiące osób. Do dymisji podał się wiceprezydent Muhammad el-Baradei, którego tym samym oskarżono o zdradę narodową. Dwa dni później doszło do kolejnych starć; zginęło ponad 170 osób. Ogólnie w dniach 14-18 sierpnia 2013 roku zginęło ponad tysiąc osób. W kolejnych miesiącach atmosfera wcale się nie poprawiała; dochodziło do coraz to nowych starć i aktów agresji. Zwiększono także represje wobec członków i zwolenników Bractwa Muzułmańskiego.

W dniach 14-15 stycznia 2014 roku odbyło się w Egipcie referendum konstytucyjne. Projekt ustawy zasadniczej pozbawiony był odwołań religijnych. Mimo zamieszek i starć podczas głosowania uznano, że jest ono ważne i 18 stycznia ogłoszono wyniki. Za projektem konstytucji głosowało 98,13% (19 985 389), przeciwko głosowało 1,87% (381 841) przy frekwencji 38,6%. Konstytucja weszła w życie.

Pod koniec stycznia 2014 roku awansowany został es-Sisi na stanowisko marszałka. Armia udzieliła mu zgody na start w wyborach prezydenckich; 26 marca zrzekł się zajmowanych stanowisk i oficjalnie potwierdził swój udział. 24 lutego 2014 premier Hazim al-Biblawi podał cały swój rząd do dymisji. Nowym premierem został Ibrahim Mahlab.

Brak optymizmu

Mogłoby się wydawać, że teraz kraj powinien zmierzać w stronę stabilizacji. Ale nic bardziej mylnego. Ostatnie wydarzenia z Egiptu niestety nie napawają optymizmem. Ataki i starcia wpisują się w trwającą właśnie kampanie wyborczą. Dodatkowo pojawiło się wiele nowych islamistycznych organizacji, które organizują zamachy terrorystyczne i ataki na siły bezpieczeństwa. Wystarczy wspomnieć sprawę rebelii na Synaju. Ich siła i znaczenie może wzrastać.

W marcu pod Kairem zastrzelono sześciu żołnierzy sił bezpieczeństwa. Na początku kwietnia trzy bomby eksplodowały na terenie kampusu Uniwersytetu Kairskiego zabijając trzy osoby, w tym generała policji. 18 kwietnia bomba zabiła policjanta na skrzyżowaniu w Kairze. Dzień wcześniej pięć osób odniosło obrażenia w podwójnym ataku bombowym w stolicy. Podczas niedawnego wiecu wyborczego es-Sisiego bomba raniła trzy osoby, w tym policjanta. Od lipca 2013 roku zginęło już ponad 300 żołnierzy i policjantów.

Uchwalenie nowej konstytucji i ogłoszenie wyborów nie oznaczają również końca represji wobec oponentów politycznych. Pod koniec marca sąd skazał na śmierć 529 członków Bractwa Muzułmańskiego. W kolejnych tygodniach podobnych spraw było więcej – np. pod koniec kwietnia sąd skazał na karę śmierci 683 osoby. Zaniepokojenie wyraziła Unia Europejska nazywając taki proceder „pogwałceniem prawa międzynarodowego”. Podobną opinię wyraziły Stany Zjednoczone.

Dwóch kandydatów

Do wyścigu o fotel prezydenta Egiptu stanęło jedynie dwóch kandydatów: Abd el-Fatah es-Sisi i Hamdin Sabahi. Pierwszy jest wojskowym i politykiem, który pełnił w swoim życiu wiele wojskowych i państwowych funkcji. Urodził się 19 listopada 1954 roku w Kairze jako syn rzemieślnika. Szkołę oficerską ukończył w 1977 roku, następnie służył w jednostkach piechoty. W kolejnych latach był m.in. szefem służby informacji i bezpieczeństwa w ministerstwie obrony, attaché wojskowym w Arabii Saudyjskiej czy dowódcą wywiadu wojskowego. Po rewolucji, która zmiotła Hosniego Mubaraka zasiadał w Najwyższej Radzie Sił Zbrojnych, następnie piastował stanowisko ministra obrony. Gdy protesty przeciwko Mursiemu przybrały na sile, postawił politykom ultimatum. 3 lipca 2013 roku poinformował Mursiego o odsunięciu go od obowiązków głowy państwa. 16 lipca nowy rząd powołał go na stanowisko ministra obrony i wicepremiera. W styczniu 2014 roku mianowany na marszałka.

Es-Sisi już zapowiedział, że jeśli wygra wybory to w Egipcie nie będzie miejsca dla Bractwa Muzułmańskiego. Obiecał dalszą walkę z jego zwolennikami i członkami. Delegalizacja organizacji i masowe aresztowania oraz wyroki śmierci to pierwszy etap walki z Braćmi, drugi ma rozpocząć się właśnie po wygranych przez Sisiego wyborach.

Drugi kandydat, Hamdin Sabahi, urodził się 5 lipca 1954 roku i jest politykiem lewicowym, zwolennikiem naseryzmu, liderem koalicji Ludowy Prąd. Podczas rządów Sadata i Mubaraka aktywnie działał w opozycji. Gdy w 2011 roku wybuchła rewolucja od początku był jej zwolennikiem. Wystartował w wyborach prezydenckich z 2012 roku, w których zajął trzecie miejsce. Mówi się o nim jako o jednym z niewielu świeckich polityków, którzy nie mają związków z reżimem Mubaraka.

Faworytem w tym starciu jest oczywiście es-Sisi, jednak międzynarodowi obserwatorzy mają poważne wątpliwości co do demokratycznego i uczciwego przebiegu głosowania. Unia Europejska odstąpiła od wysłania swoich obserwatorów, ponieważ nie ma gwarancji, że jej misja będzie przebiegać prawidłowo.

Czy wybory prezydenckie cokolwiek zmienią? Wydaje się, że niewiele. Zwolennicy Bractwa zbojkotują głosowanie, więc możemy liczyć na niską frekwencję. Po drugie trudno uznać te wybory za wolne i demokratyczne. Zarzucano Mursiemu, że to nowy faraon, ale es-Sisi wcale nie ustępuje mu w tym, a wręcz przerósł go. Udało mu się wyeliminować z życia politycznego organizację o bardzo dużym poparciu Egipcjan. I to metodami wcale nie demokratycznymi.

Praktycznie pewnym zwycięzcą jest es-Sisi, czyli „rozdający karty” od czasu obalenia Mursiego. Pewne jest, że nie ustanie on w swoich wysiłkach walki z Bractwem. Ale nie może on zatrzymać fali agresji na egipskich ulicach. Nie po tym, co zrobił ze zwolennikami i członkami Bractwa. Trudno mu będzie także zatrzymać rozwój organizacji terrorystycznych. Faworyt wyborów zapowiedział, że jego głównym celem będzie uzdrowienie egipskiej gospodarki, a zmiany mają być widoczne już za dwa lata. Jednak uspokojenie sytuacji na ulicach to klucz do stabilizacji i rozwoju Egiptu. To on de facto rządzi krajem od lipca 2013 roku i niewiele udało mu się zrobić, aby wprowadzić kraj na drogę stabilizacji.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wybraliśmy dwanaście najważniejszych (według nas) wydarzeń 2013 roku (tematycznie związanych z blogiem). Kolejność jest przypadkowa i nie świadczy o większej ważności jednego wydarzenia nad drugim.

Najważniejsze wydarzenia 2013 roku

 

1. Francuska interwencja w Mali

 

 

2. Protesty w Tunezji po zabójstwie jednego z liderów opozycji Szukriego Belaida

 

 

3. Zamach w Bostonie

 

 

4. Wybory w Pakistanie – Nawaz Szarif nowym premierem

 

 

5. Kontynuacja syryjskiej wojny. Rozlew walk na region

 

 

6. Protesty w Turcji

 

 

7. Wybory w Iranie – Hassan Rouhani nowym prezydentem

 

 

8. Zamach stanu w Egipcie i obalenie prezydenta Mursiego. Protesty zwolenników obalonego prezydenta. Uznanie Bractwa Muzułmańskiego za organizację terrorystyczną

 

 

9. Użycie broni chemicznej w Syrii

 

 

10. Decyzja prezydenta USA Baracka Obamy o podjęciu akcji militarnej w Syrii. Atak nie doszedł do skutku

 

 

11. Atak na centrum handlowe w Kenii

 

 

12. Zabicie lidera pakistańskich talibów Hakimullaha Mehsuda

 

 

13. Fala zamachów w Rosji 

 

 


Zmarli

1. Hassan Habibi − wiceprezydent Iranu w latach 1989-2001.

2. Szukri Balaid – lider tunezyjskiej, opozycyjnej partii Ruch Demokratycznych Patriotów.

3. Marina Solodkin – izraelska polityk, była wiceminister absorpcji imigrantów.

4. Ali Kafi - prezydent Algierii w latach 1992-1994.

5. Zillur Rahman - prezydent Bangladeszu (od 2009 roku).

6. Owadia Josef – kontrowersyjny rabin, sefardyjski naczelny rabin Izraela w latach 1973-1983, przywódca duchowy partii Szas.

7. Hakimullah Mehsud – przywódca pakistańskich talibów.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Zakładki:
Profil na facebook'u
Słowniczek pojęć